Wychowany w kulturze, gdzie miasta posiadały punkt centralny – najczęściej rynek z ratuszem lub starówkę – zupełnie straciłem orientację. Jak bowiem zrozumieć plan wielkiego, azjatyckiego miasta, które nie posiadało ani starówki ani rynku z ratuszem, a każda jego dzielnica stanowiła, oddzielne, samowystarczalne centrum? Miasto bez “środka” było sprzeczne z logiką świata, w którego pochodziłem, przypominając chaotyczny plac budowy. Tajpejczycy pytani o punkt centralny nie widzieli jednak problemu. Wskazywali a to dworzec kolejowy, a to plac Ximen, a to plac Chang Kai-szeka lub centrum biznesowe w okolicach Taipei 101. Zrozumiałem wtedy, że kulturowa wizja świata zakodowana była nawet w planie budowy miast. Te, a nie inne połączenia ulic i budynków posiadały architekturę naszych myśli. Małe uliczki łączyły się z dużymi, na ten samej zasadzie, na jakiej w naszych głowach z pojedynczych elementów powstawały szersze pojęcia i teorie. Wschód i Zachód po raz kolejny wydały mi się dla siebie nieprzetłumaczalne.
Zobacz także: