
Działo się to dawno temu i w ogóle nie wiadomo czy było prawdą, niemniej pewnego razu Koziołek został badaczem. Badaczem gazetowo-internetowych opisów podróży i dalekich krain. Wszystko pod sztandarem zdrowego pragmatyzmu – po pierwsze: odnaleźć tegoż wzór, po drugie: skopiować , po trzecie: stać się poczytnym i bogatym koźlim autorem. Badał zatem, czytał i badał, aż w końcu odkrył tajemną formułę badanych opisów. Była prosta i zasadzała się na zachwytach. Zachwytach kolorowych. Przyprawionych nutką tajemniczości .
„O jakżeż przebić się do tych podróżniczo-gazetowych egzaltyzmów, by parodiami się nie stały?” – zapytywał Koziołek sam siebie, wiedząc, że z przyrodzenia pozbawiony był egzaltyzmów. „O Jakżeż się przebić, gdy przyszło mi żyć w jednej z odległych krain i trenować się tu nie tyle w rozedrganych zachwytach, co w szaro-burej codzienności?”.
Koziołek usłyszał wtedy głos dobywający się prosto z serca: „O krytykancie! Ignorancie! Świat jest pełen magii i kolorów, których nie potrafisz dostrzec”. Koziołek zadumał się, spojrzał we własne serce i przyznał mu rację. Po chwili usłyszał jednak inny głos. Tym razem dobywający się z głowy. „Dlaczegóż dostrzegamy bajeczność i czary w miejscach odległych a nie potrafimy ich dostrzec za naszym własnym oknem? Dlaczegóż zaokniasta rzeczywistość miała by być mniej zaczarowana niż mongolskie stepy, afrykańskie sawanny czy chińskie nocne markety?”. Koziołek i tym razem zadumał się, spojrzał we własną głowę i przyznał jej rację.
Serce widząc, że traci Koziołka, przyspieszyło rytm. W głowie Koziołka zawirowało od nadmiaru krwi. Serce, wykorzystując ów moment nieuwagi głowy, tak oto Koziołkowi rzekło: „Podróż stanowi wielki symbol we wszystkich koźlęcych krainach i tak jak inne zbiorowe symbole ma swój wielki cel: podtrzymuje słabe koźlęce głowy w wyprostowanej pozycji. Zaokniasta codzienność bez marzenia o dalekich, magicznych krainach byłaby dla małych koziołków nie do zniesienia. W kosmicznym cyklu codzienności: dom – pożywienie – praca, opowieści o podróżach spełniają rolę wentylatora. Muszą więc składać się z zachwytu i magii – czegoś, co tak łatwo zostaje pochłonięte przez codzienność” – zakończyło serce, po czym dodało: „Inną rzeczą jest to, czy dane miejsce jest zaczarowane naprawdę czy też nie, w ostatecznym rozrachunku nie zależy to jednak od miejsca, ale od nas samych”.
„Teraz już rozumiem – opisy podróży muszą łączyć się z zachwytem” – wybeczał Koziołek.
Powalona na łopatki wywodem serca głowa próbowała się jeszcze bronić: „W takim razie nie ma różnicy między wysypiskiem a koralowymi rafami?”.
Zdezorientowany Koziołek spojrzał wyczekująco w stronę serca. To przez chwilę milczało, po czym rzekło: „Na wysypisku można być najszczęśliwszym kozłem na ziemi, a na rafach kozłem najbardziej niepocieszonym, wszystko zależy od ciebie, mały Koziołku”.
0 odpowiedzi jak dotąd ↓
Nie ma jeszcze komentarzy... Zacznij porywającą dyskusję, wypełniając formularz poniżej.