
Działo się to bardzo dawno temu i trudno określić czy jest prawdą, niemniej pewnego dnia dyrektorka ze szkoły pod wezwaniem Szczęśliwej Maryi tak oto rzekła do ticzera Jeffa:
- Ticzerze Jeffie, jutro o godzinie zero wizytację będziemy mieli ze światowego centrum dowodzenia Szczęśliwej Maryi.
Ticzer Jeff przełknął ślinę.
- Wizytację z centrum dowodzenia??
- Bliżej nieokreślony człowiek prezesa prezesów chciałby przyjrzeć się Pańskim słynnym metodom nauczania – odpowiedziała ze spokojem dyrektorka.
—
Ticzer Jeff w noc poprzedzającą wizytację nie mógł spać. „Co jeśli wizytator jest Amerykanin albo Anglik i rozpozna, że jestem oszust?” – rozmyślał. „Co, jeśli rozpozna, wyda policji, wyrok dożywocia, kara śmierci, ścięcie mieczem?”. „Co, jeśli to wszystko spisek, zemsta Chińczyków na Polakach za Wojny Opiumowe?”. „Dlaczego zainstalowali w mojej sali kamerę i każdy mój ruch i grymas można oglądać teraz na wielkim telewizorze umieszczonym zaraz przy wejściu do szkoły? Tak, Chińczycy myślą, że mnie mają , ale ja się nie dam, oj trzykrotnie nie dam!”.
—
W dzień wizytacji ticzer Jeff przywdział najdroższy krawat od Gucciego i ogolił się w najmodniejszym, japońskim zakładzie fryzjerskim. W szkole Szczęśliwej Maryi zjawił się długo przed godziną zero. Pozmiatał salę, kurze wytarł, poukładał równo krzesełka i posprawdzał funkcjonalność pisaków do tablicy. Gdy zaczęli zjawiać się pierwsi uczniowie, był niezwykle formalny.
- Siąść prosto, ładnie, nie garbić się, milczeć i uśmiechać – nakazał.
Jako że czas pędzi nieubłaganie, i takoż biedni, głupi i biali, jakoż bogaci, mądrzy i kolorowi, nie mają na to wpływu, w końcu nastała i godzina zero, w której, jako miał zjawić się, tako się zjawił, potężny wizytator-inkwizytor. Pierwsza do klasy wkroczyła dyrektorka Tiffany.
- Dzieci drogie, mam zaszczyt przedstawić Wam, naszego przyjaciela ze światowego centrum dowodzenia Szczęśliwej Maryi, który dziś razem z Wami będzie siedział w klasie, klaskał, skakał i śpiewał – rzekła Tiffany i zza jej pleców wyłonił się oblany młodzieńczym trądzikiem Chińczyk, około trzydziestki, w okularkach i białym kołnierzyku wystającym spod czarnego swetra – wypisz wymaluj student- prymus, młody naukowiec, działacz Odnowy w Duchu Świętym.
- Cześć dzieci, jestem George – szepnął nieśmiało wizytator i schował się w ławce, wyciągając nań kajecik do tajemnych zapisków.
- Powitajmy radośnie Georga – zawtórował ticzer Jeff.
- Dzień dobry, Georgu! – podniósł się anielski chór dziewięciolatków.
- Drogie dzieci, powiedzcie mi proszę, co lubicie jeść? – rozpoczął pokaz ticzer Jeff.
Jeden z uczniów, który zazwyczaj miał niewiele do powiedzenia, podniósł rękę. Ticzer Jeff, mimo że spodziewał się podstępu, wspaniałomyślnie udzielił mu głosu.
- Czy mogę wyjść do ubikacji? – zapytał uczeń.
- Ależ, proszę bardzo – uśmiechnął się dobrotliwie Jeff, spoglądając kątem oka na groźnego wizytatora Georga, notującego coś w swym kajeciku.
—
To, co działo się potem, nie jest warte szerszego omówienia. Zaprzestańmy na tym, że ticzer Jeff tradycyjnie pytał, uczniowie tradycyjnie odpowiadali, a wizytator George tradycyjnie lub nie notował coś w swym kajecie. Pod koniec lekcji ticzer Jeff był już porządnie zmęczony, gdyż na część wizytatora naklaskał, naśpiewał i naskakał się po trzykroć. I trudno jest nawet orzec, czy przyniosło to jakieś efekty. Po lekcji wizytator szybko zniknął, ticzer Jeff chcąc się dowiedzieć jakie wywarł na nim wrażenie, zapytał o to dyrektorkę Tiffany.
- I co?
- Jak co? – zdziwiła się Tiffany.
- Co z wizytatorem?
- A z wizytatorem! Już wyszedł – odpowiedziała. – Widzę, że bierze Pan to wszystko zbytnio do siebie, a należy na to spojrzeć z szerszego, filozoficznego punktu widzenia: szkoła to nie tylko ławki, uczniowie i nauczyciele, ale także wizytatorzy, bez których żadna szkoła nie może być w pełni szkołą, czyż nie?
- No tak.
- Ludzie widzą, że szkoła wizytowana, czyli porządna i na poziomie, zapisują do niej swe pacholęta, i w ten sposób tako i Pan jak i ja codziennie mamy pełną lodówkę świeżego serka tofu z kawiorem.
- Z Pani dyrektor to jest prawdziwy lis – skwitował z podziwem ticzer Jeff.
- Ach, jedna z moich sióstr mieszka w USA – odpowiedziała Tiffany.



