
Niniejszym na wstępie informuje się, że wszystkie dialogi w poniższym dramacie wykonywać należy śpiewająco i tanecznie – takoż czytając go, jak i odgrywając.
Osoby dramatu:
- Erazm Milkliwy – drobny, zubożały szlachcic
- Szambelan – namiestnik Królestwa Pacanowa w bliżej nieokreślonym państwie w Ameryce Pd.
- Wiceszambelan
- Służąca
- Ochmistrzyni
- brat Jan – Dominikanin skryba
- kelner
Akt 1
Wiek powiedzmy XVII. Bliższej nieokreślone państwo w Ameryce Pd. Jedna z komnat zamku warownego przedstawicielstwa Królestwa Pacanowa. Śpiewana rozmowa pomiędzy Erazmem Milkliwym – obywatelem stanu drobnoszlacheckiego Królestwa Pacanowa, a wiceszambelanem – nadwornym namiestnikiem Królestwa Pacanowa w bliżej nieokreślonym państwie Ameryki Pd.
Wiceszambelan
Jestem, jak najbardziej jestem. Po waszmości stronie jestem. Ale cóż począć, cóż począć, począć cóż, takie przepisy, takie przepisy, głupie przepisy.
Erazm Milkliwy
A dlaczego waszmość, waszmość zastępca szambelana przecież jest, waszmość nie może tego podpisać?
Wiceszambelan
Cóż począć, cóż począć, ja tylko zastępuję, zastępca tylko jestem, przepisy, takie głupie, głupie przepisy, a on na urlopie, i ja nie mogę, nic nie mogę, ręce mam związane, związane ręce mam.
Erazm Milkliwy
Związane ręce, związane?? Ale dlaczego? Dlaczego? Czego?
Wiceszambelan
Ja wiem co waszmość myśli: że wiceszambelan, to może to co szambelan. A ja waszmości powiem w sekrecie, że to nie jest tak jak jest. Ja tylko zastępca, szambelana generalnego zastępca, a szambelan na urlopie, cóż, no smutna to sprawa, przyznać trzeba, że smutna. Na urlopie szambelan i nic zrobić się nie da, oj nie da, a jeśli nawet się da, to nie da. Ale niech waszmość wie, że ja jestem po waszmości stronie. Bo my pomagamy, działamy.
Erazm Milkliwy
I co ja zrobić mam teraz? Co zrobić mam?
Wiceszambelan
Smutne to, sam waszmość widzi, smutne, ale nic się zrobić nie da, bo szambelan na urlopie, generalny na urlopie. Ale niech waszmość wie, że ja waszmości pomogę, bo my pomagamy, działamy i jak szambelan, generalny szambelan powróci z urlopu ja waszmość z nim umówię, umówię, on podpisze i sprawa załatwiona będzie.
Erazm Milkliwy
A kiedy szambelan generalny powróci z urlopu? Oj kiedy?
Wiceszambelan
Oj to smutna sprawa, smutna, ale szybko nie powróci, bo sam waszmość wie on na urlopie, na urlopie on z tydzień albo dwa jeszcze.
Erazm Milkliwy
Proszę mnie zatem z szambelanem generalnym umówić jak on powróci, on powróci.
Wiceszambelan
Oj tak, tak, jak powróci, umówię, jak powróci, ale sam waszmość wie, że ja waszmości tak od razu nie mogę umówić, oj nie mogę, on wróci z urlopu i glejtów będzie miał do podpisywania stosy, ponadto drogi waszmościu, my teraz mamy przeprowadzkę, do nowej siedziby przeprowadzkę, do godnej siedziby, zgodnej z wymogami i na poziomie siedziby, żeby reprezentować godnie Królestwo Pacanowa i waszmość reprezentować, pomagać, działać, przeprowadzać, przeprowadzkę mamy i sam waszmość zobaczy, że my tutaj na kartonach siedzimy i nie wiadomo gdzie, co i po co my siedzimy. Ale ja waszmość umówię, wcześniej czy później waszmość umówię.
Akt II
Kilka tygodni później.
Zamek Królestwa Pacanowa w bliższej nieokreślonym kraju Ameryki Pd. Na bramie wejściowej drzeworyt wielkiego pacanowskiego harfisty. Erazm Milkliwy puka do wielkich szambelanowskich drzwi.
Służąca: (otwiera drzwi)
Kto i po co ?
Erazm Milkliwy
Mam umówione widzenie z szambelanem generalnym.
Służąca
Waszmości godność?
Erazm Milkliwy
Milkliwy Erazm
Służąca
Proszę zaczekać.
(po chwili drzwi otwierają się, Służąca zaprasza Erazma do komnaty. Sama wyskakuje, kicając jak zając, do pokoju szambelana generalnego. Na ścianie gobelin przedstawiający godło Królestwa Pacanowa, nad nim napis “Działamy, pomagamy”)
(Komnata szambelana generalnego. Na samym środku na stole ustawione są drewniane zabawki – powozy, konie. Szambelan generalny przyczepia konia do powozu, po drugiej stronie stołu Wiceszambelan prowadzi bitwę konną między drewnianymi rycerzami. Do komnaty wkicuje służąca.
Służąca
Przyszedł jakiś, po coś.
Szambelan
(coraz bardziej zirytowany, że nie może doczepić konia do powozu)
No, nie ten rozmiar przysłali, nie ten rozmiar. I jak ja teraz tego konia doczepie, no jak?!
Wiceszambelan
A mówiłem, żebyś wziął ten inny powóz.
Szambelan
(szarpie się z powozem, w końcu z nerwów rzuca nim o ziemię, części powozu rozpryskują się na dywanie)
Dlaczego?! Dlaczego? Dlaczego?! Dlaczego mnie to właśnie spotyka?! Jak powóz ma ruszyć bez konika? No jak ruszyć ma?!
(podchodzi do niego wiceszambelan, przytula go i głaszcze; przytuleni zaczynają wolno tańczyć, wtula się do nich również służąca)
Śpiewają:
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
Nas to właśnie spotyka
Jak powóz ma ruszyć bez konika? Jak ruszyć ma?
(zmieniają rytm – z wolnego na szybki; szambelan z wiceszambelanem tańczą jak małe dzieci wokół służącej)
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
Nas to właśnie spotyka
Jak powóz ma ruszyć bez konika? Jak ruszyć ma?
(tańczą coraz szybciej aż tracą równowagę i padają na ziemię. Szambelanowie wstają, otrzepują się)
Służąca
Przyszedł jakiś przeszkadzać.
Szambelan
(cały czas zajęty zabawkami)
Powiedzieć, że mnie nie ma, że wyjechałem na spotkanie szambelanów generalnych.
Służąca
Ale on natrętny, mówi, że umówiony miesiąc wcześniej.
Szambelan
(bierze głęboki oddech)
No to ruszamy, żwawo i równo, żeby było, że pomagamy i działamy, pomagamy i działamy, pomagamy i działamy, raz i dwa, raz i dwa.
(szambelan wojskowym krokiem w dwójkowym rytmie wbiega do komnaty, gdzie czeka na niego Erazm Milkliwy, szambelan energicznie wyciąga rękę do Erazma w geście powitania)
Szambelan generalny
Szambelan generalny.
Erazm Milkliwy
Milkliwy Erazm
Szambelan generalny
Waszmość w jakiej sprawie?
Erazm Milkliwy
W sprawie podpisu, pana szambelana podpisu.
Szambelan
Oj to trudna sprawa, ale może coś da się zrobić.
Proszę spocząć, sporządzę protokół, protokół z podpisem i po kłopocie, prosiłbym tylko o glejt książęcy, bo glejt książęcy do sporządzania trzeba.
Erazm Milkliwy
(wyciąga glejt)
Proszę bardzo, glejt proszę.
(szambelan generalny bierze glejt i znika w swojej komnacie. Erazm Milkliwy siedzi na lawie pod gobelinem z godłem Królestwa Pacanowa. Naprzeciwko niego służąca z bliżej nieokreślonego kraju z Ameryki Pd. za wielkim lśniącym stołem układa karty Tarota. Nagle do komnaty wbiega brat Jan, młody zakonnik Dominikanin, podejrzewany o sodomię, służąca spogląda na niego pogardliwie, wychodzi z pokoju, brat Jan pokazuje jej język. Widząc Erazma szybko się jednak miarkuje i sztywnieje)
Erazm Milkliwy
Ojcze, ty tutaj, w zamku szambelana?!
Brat Jan (zmieszany; mówi szybko)
O Jezu! Wielka mi gratka. Ano ja tutaj, ja tutaj, ja tutaj.
Erazm
Tutaj, tutaj! Dobrze, że tutaj. Ale biegacie tutaj, biegacie. Czemu wszyscy tutaj tak biegacie?
Brat Jan
O Jezu, Jezu, a ja tutaj, biegam tutaj.
(zbliża się do Erazma, rozgląda na boki czy nikt nie podsłuchuje)
Donosy były, że nie działamy, pomagamy, więc szambelan wprowadził przepis biegania, żeby wrażenie stworzyć, że działamy, pomagamy, a waszmość tutaj?
Erazm
Tutaj, podpis szambelana generalnego ja tutaj.
Brat Jan
Oj joj, jak podpis szambelana generalnego tutaj, to dobrze tutaj. Ja biec tutaj działać, pomagać tutaj za przeproszeniem.
(Brat Jan wychodzi szybkim krokiem, mijają kolejne minuty, Erazm sięga po glejty dotyczące dokonań naukowych Królestwa Pacanowa, przegląda, czyta wielki nagłówek “Nowe okrycie pacanowskich uczonych mężów”; wreszcie zjawia się szambelan generalny z pismem)
Szambelan generalny
Proszę sprawdzić i podpisać, bo sprawdzać zawsze przed podpisaniem trzeba i wypada.
(Erazm sprawdza, wszystko jest jednak w piśmie poprzekręcane)
Erazm
Poprzekręcanie nakręcone.
Szambelan generalny
Gdzie?! Tu? Ano, poprzekręcanie. Cóż, poprzekręcania się zdarzają, zdarzają się przekręcania.
Erazm
Tak, tak.
(Erazm robi korektę pisma szambelan generalnego; szambelan generalny znowu znika w swojej komnacie; mijają kolejne minuty; Erazm zaczyna się niecierpliwić; służąca układa tarota; Erazm sięga po kolejny glejt informacyjny – tym razem z opisem piękna pacanowskiej przyrody).
(po kilkunastu minutach wreszcie zjawia się szambelan generalny z pismem)
Szambelan generalny
Proszę sprawdzić uprzejmie i podpisać
(Erazm sprawdza, tym razem nie ma poprzekręcań, chce podpisać, ale nie ma pióra)
Erazm
Mógłbym pożyczyć pióro?
Szambelan generalny
Ależ pióro można pożyczyć, trzeba pożyczyć.
(do służącej z wyżej nieokreślonego państwa w Ameryce Pd.)
Ty dać pióro
(służąca odrywa się od tarota, szuka pióra, znaleźć nie może)
Służąca
Nie ma, zgubione, zginęło pióro .
Szambelan generalny
(do Erazma)
Proszę zaczekać, się nie denerwować, pióro będzie, podpis będzie, można złożyć podpis będzie i sprawa załatwiona.
(do służącej)
Proszę uprzejmie nakazać bratu Janowi, aby czym prędzej przyniósł pióro do komnaty gościnnej, bo potrzebne, żeby podpisać jest pióro.
Służąca
Jakie pióro?
Szambelan
Pióro? Niebieskie pióro, czarne być może.
(Służąca wychodzi)
(szambelan do Erazma)
Mam dobrą wiadomość, że będzie pióro, jeszcze dzisiaj, zaraz będzie pióro.
(biegnąc wchodzi brat Jan, niesie na srebrnej tacy pióro)
Szambelan generalny
Ot i pióro, czarne gęsie pióro, podpisać proszę i sprawa zamknięta, załatwiona, działamy, pomagamy.
(Erazm podpisuje, pióro przestaje jednak pisać)
Erazm
(do szambelana generalnego)
Nie pisze pióro, czarne pióro.
Szambelan generalny
Jak nie pisze, jak pisze
(bierze pióro, próbuje pisać, pióro jednak nie pisze)
No nie pisze, nie pisze czarne pióro, trzeba zamówić nowe pióro.
(do służącej)
Proszę napisać pismo do króla z prośbą o przysłanie nowego pióra.
Służąca
Jednego pióra?
Szambelan generalny
Niech będą dwa pióra, żeby było na zapas.
(do Erazma)
Niestety pióro nie pisze, nie ma pióra, nie można podpisać, smutna sprawa.
Erazm
Jak to?
Szambelan generalny
Smutna sprawa, ale nie ma pióra, głupi przepis, nic się nie da zrobić, ale ja pójdę panu na rękę i w następnym miesiącu od króla jak przyślą pióro, waszmość przyjdzie, podpisze i sprawa będzie załatwiona.
(rozlega się dudnienie do drzwi ; służąca otwiera; wchodzi starsza praczka z bliżej nieokreślonego kraju w Ameryce Pd., nie zwracając uwagi na zebranych wtacza do komnaty wielki kosz z bielizną)
Erazm
A nie da się bez pióra?
Szambelan generalny
(z dobrotliwym uśmiechem)
Proszę waszmości, no niech waszmość pomyśli, jak bez pióra podpisać, no jak? Ręką podpisać, nogą podpisać? No nie da się ręką ani nogą, prawda? (śmieje się)
Erazm (po zastanowieniu, z rezygnacją)
No się nie da.
Szambelan generalny
Sam waszmość widzi, smutna sprawa, ale bez pióra podpisać się nie da.
(Nagle praczka wyciąga z kieszeni fartucha pióro i podaje je szambelanowi generalnemu)
Szambelan generalny
Co to, tak to, jak to??
Służąca
Pióro.
(praczka nie reaguje; wchodzi do pokoju dyrektora i wynosi stamtąd wielkie pudla)
Szambelan generalny
Pióro, no pióro. I co z tym piórem teraz zrobić? Obawiam się, że głupi przepis, przepis głupi, że nie można podpisać.
Erazm
Jak to nie można, gdy można?
Szambelan generalny
Proszę pana, czasami już tak jest, że gdy można, to nie można. Głupi przepis, ale przepis, a ja się muszę tutaj trzymać przepisów.
Erazm Milkliwy
Jaki przepis? Głupi przepis?
Dyrektor generalny
Tak to mniej więcej brzmi, że zabrania się podpisywania plebejskim piórem.
(Erazm wyciąga uprzednio spisany kodeks prawny dotyczący przedstawicielstw Królestwa Pacanowa w Ameryce Pd.; nerwowo wertuje kartki)
Erazm
Nie ma takiego przepisu.
Szambelan generalny
Proszę waszmości, ja chyba lepiej wiem, jaki jest przepis, chociaż wiem, że głupi. Zresztą sprawdzimy to dla waszmości, żeby waszmość potem nie donosił, że nie działamy, pomagamy.
(do służącej)
Proszę sprawdzić czy można czy nie można podpisywać dokumenty urzędowe piórem należącym do plebsu.
(służąca sprawdza w urzędniczych glejtach)
Szambelan generalny
Smutna sprawa, ale przepis, głupi przepis, wszystko sprawdzać trzeba.
Służąca
Można.
Szambelan generalny
Jak można, co można, gdy nie można?
Służąca
Można podpisywać dokumenty piórem plebejskiego pochodzenia.
Dyrektor generalny
No pierwsze słyszę, widocznie nowy przepis jakiś głupi, nowy przepis, no ale jak można, bo przepis, to można, proszę zatem podpisać
(podaje pismo i pióro Erazmowi Milkliwemu, ten podpisuje; szambelan generalny kłania się i znika w komnatach; z oddali słychać jego przytłumiony głos)
Szambelan generalny
Pokwituj to, pismo pokwituj, zarejestruj, proszę.
Ochmistrzyni
A co ja mam kwitować, po co kwitować, rejestrować, ja na kartonach siedzę, jeszcze się nie rozpakowałam.
Szambelan generalny
A pokwituj, pokwituj, ja cię bardzo proszę pokwituj, zarejestruj, żeby było, że pomagamy i działamy, bo przyszedł a ja po powóz muszę, po nowy powóz z koniem muszę wyjść.
Akt III
Komnata gościnna urzędu Królestwa Pacanowa w bliżej nieokreślonym państwie w Ameryce Pd. Erazm Milkliwy czeka na pokwitowanie podpisu; służąca układa tarota za wielkim lśniącym stołem; wreszcie wbiega Ochmistrzyni.
Ochmistrzyni
Dziesięć tysięcy talarów.
Erazm Milkliwy
Za co, jak co?!
Ochmistrzyni
Nie chce waszmość, to nie, ja czasu na dyskusje nie mam, ja przecież się muszę rozpakować jak człowiek!
(wybiega. Erazm Milkliwy stoi zdezorientowany na środku komnaty gościnnej; służąca układa tarota)
(Do komnaty gościnnej znowu wbiega Ochmistrzyni. Nie zwraca uwagi na Erazma, przerzuca jakieś papiery ).
Erazm Milkliwy
Chciałbym rozmawiać z szambelanem?
Ochmistrzyni
Wyszedł w ważnej sprawie i nie wróci.
Erazm Milkliwy
Mógłbym się dowiedzieć za co ta oplata w talarach?
Ochmistrzyni
To jest urząd królewski i tutaj informacji o opłatach się nie udziela.
Erazm Milkliwy
Sobie wypraszam. Wie pani kim jestem?!
Ochmistrzyni
W papierach mam, że waszmość jest Erazm Milkliwy, czyli jest waszmość nikim. Gdyby był waszmość Kimś, nie musiałby waszmość ani płacić tych dziesięciu tysięcy talarów ani nawet przychodzić do naszego zamku.
Erazm Milkliwy
Jak pani śmie?! Napiszę skargę do samego króla!
Ochmistrzyni
(śmieje się)
A niech waszmość pisze! Nie waszmość pierwszy i nie ostatni. Jesteśmy nie do ruszenia. Wszystkim wiadomo, że wuj szambelana generalnego był lordem kanclerzem za czasów dyktatury Żółtych Kozłów w Królestwie Pacanowa. Płaci waszmość te talary czy wychodzi, bo ja się muszę przecież rozpakować?
Erazm Milkliwy
(powstrzymując gniew)
Płacę
(wyciąga dziesięć tysięcy talarów i daje Ochmistrzyni)
Ochmistrzyni
Oto waszmości pokwitowanie.
Erazm Milkliwy
(tym razem pokornym tonem)
Kiedy mogę liczyć na załatwienie mojej sprawy?
Ochmistrzyni
Smutna sprawa, głupi przepis, bo wysłać trzeba, znaczek kupić, musi się waszmość liczyć z tym, że to potrwa. Ile dokładnie potrwa? Trudno powiedzieć – miesiąc, dwa, rok…
Erazm Milkliwy
(zrezygnowany)
Dziękuję bardzo i do widzenia.
Ochmistrzyni
Ależ to ja dziękuję, smutna sprawa.
(służąca układa tarota; Erazm Milkliwy w wyjściu mija się z kelnerem niosącym tacę, na której ułożona jest pieczeń ze świńskiej głowy)
Kelner
Pieczeń ze świńskiej głowy dla szambelana generalnego.
Służąca
Proszę położyć tutaj na stole.
(kelner stawia świńską głowę na stole służącej obok kart tarota; wychodzi)
Służąca
(wola w stronę komnat szambelanowskich)
Szambelanie generalny, przyniesiono głowę!
(w podskokach zjawia się szambelan generalny, za nim wiceszambelan i ochmistrzyni)
Szambelan generalny
Hurra! Mamy głowę!
Wiceszambelan
Głowę mamy!
Ochmistrzyni
Głowę, głowę! Tłustą głowę! Głowa to jest to!
Szambelan (z powagą)
Przed spożyciem, podziękujmy za ten dar głowy świńskiej przez kelnera z kraju w Ameryce Pd. przyniesionej największemu z Kozłów, Kozłowi nad Kozłami.
Uklęknijmy.
(Szambelan, Wiceszambelan, Ochmistrzyni, Slużąca klękają przed gobelinowym godłem Królestwa Pacanowa przedstawiającym głowę kozła w koronie)
Szambelan
Dziękujemy Ci, o Wielki, Wszechmocny Koźle za dar kraju Ameryki Pd., za dar kelnera i świńskiej głowy.
Wiceszambelan
Dziękujemy Ci za dar naszej nowej, godnej siedziby, zgodnej z wymogami.
Ochmistrzyni
Dziękujemy Ci za dar nowych gobelinów, arrasów, dywanów i rycerzy strzegących naszego bezpieczeństwa.
Służąca
Dziękujemy Ci za Szambelana, Wiceszambelana, Ochmistrzynię, brata Jana i stół do tarota.
(wstają i zaczynają radośnie tańczyć wokół świńskiej głowy)