- Montblanc to niemieckie długopisy – stwierdziła pani.
- Montblanc nie są niemieckie, ale francuskie – odpowiedziała Niemka.
- Oj nie, nie, Montblanc są niemieckie – tak jest napisane w renomowanych czasopismach, tak podają reklamy – pani usilnie trzymała się swej wersji.
W tym miejscu według azjatyckich zwyczajów Niemka powinna się uśmiechnąć i przyznać pani rację. Niemka w Azji przebywała jednak od niedawna i nie wiedziała, że podważając zdanie nauczycielki, podważa cały tutejszy system społeczny.
- Montblanc nie są niemieckie, ale francuskie – powtórzyła Niemka.
- Montblanc są francuskie – odezwał się w końcu Francuz.
Wietnamki obserwowały całą scenę z otwartymi ustami zagubionych sześciolatków. Spieranie się z nauczycielem musiało być dla nich nie lada nowością. Twarze Japonek ani drgnęły. Pani nie dała jednak za wygraną. Poddanie się oznaczałoby koniec jej nauczycielskiej kariery.
- Montblanc są niemieckie – powtórzyła ze stanowczością.
Niemka uśmiechnęła się, kiwnęła potakująco głową i zaczęła rysować kółka w zeszycie.
….
Daniela miała 43 lata i pracowała w Wiedniu jako nauczycielka fizyki w szkole podstawowej. Bez męża i dzieci postanowiła zrobić sobie przerwę w pracy i na rok wyjechać do Azji. Początkowo myślała o Korei, gdyż stamtąd wywodził się jej ulubiony piosenkarz, którego zdjęciami miała obklejone zeszyty. Słyszała jednak, że na Tajwanie stosunek tubylczej ludności do obcokrajowców jest najbardziej przyjazny w całej Azji.
- Nie czuje w ogóle różnicy wieku między mną a kolegami z klasy – stwierdziła pewnego razu w szkolnej kawiarence, uśmiechając się w stronę 20-letniej Australijki.
- W moim domu w Niemczech sprząta Polka – Grażyna. Bardzo się przyjaźnimy – dodała, szepcząc mi na ucho.
….
Tajwańczycy mają do osiągnięć Chin stosunek ambiwalentny. Niemniej w dzień wystrzelenia przez Chińczyków rakiety w kosmos pani dołączyła do chóru opiewającego chińskie sukcesy i nauczyła nas, że tak popularne na Zachodzie hamburgery zostały w istocie wymyślone przez Chińczyków, a nie jak się powszechnie sądzi przez Niemców.
- Jak, gdzie, dlaczego? – dziwiła się Niemka.
- To proste – odrzekła pani. – „Hanbao” dotarły do Europy w XIII wieku za pośrednictwem Mongołów.
…
Pani szczególnie upodobała sobie Włoszkę i ilekroć zwracała się do niej, wymieniała kilka z włoska brzmiących firm, wydobywając z siebie przy tym wstydliwy, acz rozkoszny chichot.
- Gucci, Armani, Valentino! – recytowała w uniesieniu pani. – Czy wszyscy lubią kupować włoskie produkty? – pytała.
- Nie wszyscy lubią kupować włoskie produkty – odpowiedziała Włoszka.
Z punktu widzenia Tajwańczyka nielubienie włoskich markowych produktów należało uznać za poważną aberrację, i jako że Włoszka wyglądała modnie i zdrowo jak dziewczęta wyglądać powinny, pani uznała jej odpowiedź za językową pomyłkę.
- Wszyscy lubimy włoskie produkty – poprawiła Włoszkę.
- Wszyscy lubimy włoskie produkty – Włoszka przytaknęła.
————————-
Zobacz podobne:
O chińskiej rodzinie, misiach koala i fight clubach
————————




