Kuba Station

Kim są współcześni Chińczycy?

sierpień 5, 2008 · 2 komentarzy

1. Nowa klasa średnia

W wieku czterech lat Zhou Jiaying została zapisana do dwóch szkół języka angielskiego – mówionego amerykańskiego i angielskich konwersacji. Nadano jej również nowe, angielskie imię – Bella. Rodzice wierzyli, że w przyszłości będzie studiowała za granicą. Rok późnej zapisali ją na kurs aktorstwa. Kiedy skończyła osiem lat, rozpoczęła naukę gry na fortepianie, co miało nauczyć ją dyscypliny i rozwinąć jej mózg. W lecie chodziła na lekcje pływania. Pływanie – jak twierdzili rodzice – miało uczynić ją wyższą. Bella chciala zostać prawnikiem, a żeby zostać prawnikiem, trzeba być wysokim.

Gdy Bella skończyła dziesięć lat, jej życie obfitowało w możliwości, dyscypliną bardziej przypominało jednak życie wojskowego sierżanta niż małej dziewczynki. Po szkole odrabiała zadania domowe, potem jadła obiad, kąpała się i ćwiczyła grę na fortepianie. Od czasu do czasu pozwalano jej oglądać telewizję, niemniej tylko wiadomości. W soboty uczęszczała na lekcje pisania wypracowań, a zaraz po nich na korepetycje z matematyki. W niedziele brała lekcje fortepianu i chodziła na kursy przygotowawcze do egzaminów wstępnych do gimnazjum. Najlepszym momentem w tygodniu były dla niej piątkowe popołudnia, kiedy szkoła kończyła się wcześniej. Bella mogła wtedy odetchnąć i rozejrzeć się dookoła, jak więzień, który nagle dostrzega kawałek błękitnego nieba przez kraty swojej celi.

——–
Dla nowej klasy średniej w Chinach nadszedł czas realizacji własnych ambicji, ale także czas niepokoju. Możliwości zwielokrotniły się, lecz wraz z nimi zwiększył się stres, aby je odpowiednio wykorzystać i ich nie zmarnować. Każdy nowy nabytek niesie przecież ze sobą niepokój, że nie będzie najnowszy i najlepszy. Mieszkanie, które było odnowione kilka lat temu, dziś wygląda na przestarzałe. Telefon komórkowy bez kamery i kolorowego ekranu to wstyd. W Szanghaju lekcje potocznego angielskiego dla dzieci są owszem modne, lecz wszystko to kosztuje.

Dla ludzi, którzy dorastali w czasach socjalizmu, wolność nie zawsze oznacza swobodę. Czasami jest bardziej niekończącą się walką o to, żeby ni zostać w tyle za innymi. Badania pokazują, że 45 procent mieszkańców chińskich miast narażonych jest na utratę zdrowia z powodu stresu. Najbardziej zagrożoną grupą są w tym uczniowie szkół średnich.

—-
Piąta klasa szkoły podstawowej była dla Belli jak dotąd najcięższa. Na jej zakończenie miały odbyć się egzaminy wstępne do gimnazjum. Każdy uczeń wiedział jak wysoko w rankingu stoją jego koledzy. Kiedy nauczyciele oddawali testy, kazali uczniom ustawiać się w rzędzie zależnie od wyniku: od najlepszego do najgorszego. Bella usytuowała się w środku – na 12-tym miejscu w 25-osobowej klasie.

Nienawidziła Japonii. Podręcznik uczył ją, że japońska armia zabiła w 300 tys. Chińczyków podczas Masakry w Nanjing w 1937 roku. Nienawidziła również Ameryki, ponieważ ta zawsze wtrącała się w sprawy innych krajów. Mówiła z niezłym angielskim: „Mężczyźni lubią palić papierosy, pić piwo, wino i whiski”. Jej ulubioną restauracją była Pizza Hut, lubiła także pikantne skrzydełka z KFC. Jej rekord w hula hop wynosił 2 tys. okręceń wokół bioder.

Najlepszym miejscem na świecie było dla Belli centrum handlowe przy ulicy Nanjing w Szanghaju. W jego ogromnych pawilonach Bella mogła uzupełniać swą kolekcję gumek do mazania. Posiadała 30 gumek – przechowywanych w domu w pudełku po ciastkach – niektóre były w kształcie lizaków i hamburgerów, inne postaci z bajek; żadna nie była większa od paznokcia i wszystkie leżały w swych oryginalnych plastikowych opakowaniach. Kiedy dziadkowie zabierali ją do tego samego centrum handlowego przy ulicy Nanjing, Bella od razu goniła do działu z zabawkami, nigdy jednak nie robiła tego z rodzicami – twierdzili, że jest za duża na zabawki.

Kiedy Bella dostawała dobre stopnie z testów, rodzice kupowali jej prezenty, złe stopnie oznaczały z kolei uziemienie w domu. Jej ulubionym przedmiotem był chiński, w którym była mistrzem pisania wypracowań: potrafiła opisywać zwyczajne rzeczy w podniosły moralnie sposób.

Ostatniej zimy babcia zostawiła swój pajęczy kwiat na zewnątrz i zapomniała o nim…. Na wiosnę kwiat jednak żłl. Niektórzy ludzie mówią, że kwiat mało znaczy, ale pajęczy kwiat nie słucha przypadkowych poleceń, nie boi się trudności i w obliczu przeciwności kontynuuje swą walkę. Jego duch jest godny pochwały.

Miała problemy z matematyką. Korepetycje z matematyki były więc w jej przypadku konieczne aż do czasu egzaminów wstępnych do collegu, co miało nastąpić dopiero za siedem lat. Byłaś tak dobra, jak twój najgorszy przedmiot. Jeśli nie dostałabyś się do czołówki najlepszych gimnazjów w Szanghaju, twoim przeznaczeniem byliby przeciętni koledzy i nauczyciele, którzy uczą jedynie tego, co jest w podręcznikach. Twoje szanse na dostanie się do dobrego liceum, nie mówiąc już o dobrym collegu, byłoby zaprzepaszczone.

Musiałaś się ruszyć, ponieważ stanie w miejscu oznaczało zostawanie w tyle. W taki sposób skonstruowany był świat, nawet jeśli miałaś tylko 10 lat.

—————
2. Nowe niepokoje

W ostatniej dekadzie rozwinęło się coś, co przewodniczący Mao chciał wyplenić raz na zawsze: klasa średnia. Jej liczba wynosi w tym momencie w Chinach od 100 do 150 milionów ludzi. Z dochodem domowym w wysokości przynajmniej 10 tys. dolarów rocznie rodziny z klasy średniej pretendują do posiadania własnego mieszkania i samochodu, jedzenia w restauracjach i urlopów oraz do bycia za pan brat z zagranicznymi firmami i ideami. Za przyczynę swojej dobrej pozycji uznają politykę ekonomiczną rządu, prywatnie potrafią być jednak bardzo krytyczni na temat społeczeństwa, którego są częścią.

Wycofanie się państwa ze sfery życia prywatnego pozwoliło ludziom na wolność wyboru, co do miejsca zamieszkania, pracy i podróżowania, a możliwości materialne zwiększają się z roku na rok. Dziesięć lat wcześniej większość samochodów należała jedynie do urzędników państwowych, teraz posiada je wiele zwykłych rodzin. W 1998 roku, kiedy rząd rozpoczynał reformę prywatyzacji rynku mieszkaniowego, bardzo mało osób posiadało własne mieszkanie. Dziś posiadanie domu jest powszechne i wiele młodych par jest w stanie znieść nawet podnoszące się gwałtownie ceny.

Wystarczy sięgnąć jednak po pierwszą lepszą chińską gazetę, by dostrzec poczucie niepokoju z powodu tempa zmian społecznych. Przez kilka miesięcy w 2006 roku do trendów Xinmin Evening News, popularnej gazety codziennej ukazującej się w Szanghaju, należały takie oto pierwszostronicowe tematy: licealne dziewczęta cierpią na anoreksję i bulimię. Rodzice zmagają się nad właściwym angielskim imieniem dla swojego dziecka. Nastoletni chłopcy czytają książki o tematyce homoseksualnej. Poszukujący pracy oblegają buddyjskie świątynie, ponieważ słowo określające „leżącego Buddę” wofo brzmi jak angielskie offer - „dam pracę”. Studenci collegu żyją razem bez ślubu.

Rodzice starają się uczyć dzieci, lecz czują jednocześnie, że ich wiedza jest przestarzała. To właśnie dzieci – bardziej dostosowane do społecznych trendów – przeprowadzają rodziców przez labirynt współczesnego życia.

- Społeczeństwo całkowicie zmieniło kierunek – mówi Zhou Xiaohong, socjolog z Uniwersytetu Nanjing. Sam spostrzegł to zjawisko, kiedy jego własny ojciec, emerytowany wojskowy oficer, poprosił go o pomoc w zawiązaniu krawata w stylu zachodnim.

- Dawniej ojcowie wydawali rozkazy, dziś słuchają swoich synów.

Ponieważ rodzice żywią w stosunku do dzieci tak wielkie nadzieje, należą one do grupy najbardziej narażonej na stres. Zamieszkują świat łączący to, co stare i nowe, będąc narażonym na najgorsze kary obu tych światów. Tradycyjny chiński system egzaminacyjny, który wyznaczał do wyższej edukacji tylko kilku wybrańców, nie zmienił się: jedynie 11 procent absolwentów szkół średnich dostaje się w danym roku do collegu, podczas gdy w USA do collegu przystępuje aż 64 procent młodzieży. Mimo tego pragnienie rodziców, aby wyniańczyć swe dzieci na przyszłych studentów, wciąż przejawia się w narzuceniu im tysiąca aktywności – lekcji muzyki, angielskiego, rysunku, sztuk walki – i wystawienie każdego z nich na arenę rywalizacji.

Tak wielka gonitwa przynosi mało przyjemności. Do czasu wstąpienia do collegu dzieci przechodzą przez pięć poziomów języka angielskiego. Rodzice zmuszają je do zdawania egzaminów przed terminem. Lekcje fortepianu dzielą się z kolei na dziesięć poziomów. Jak wynika z badań, więcej niż połowa uczniów szkół podstawowych zapisywana jest na zajęcia pozaszkolne, czego głównym powodem ma być „podniesienie przyszłej konkurencyjności dziecka”.

Rodzice podążają za trendami na ślepo, wierząc w to, co mówi się dookoła. Przeszłość to obce państwo, tak samo teraźniejszość.

——————–

3. W chińskiej szkole podstawowej

„Jesteśmy rodziną tradycyjną” – w ten sposób mama Belli, Qi Xiayun, przedstawiła się, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy w 2003 roku. Była 33-letnią kobietą o wyblakłej twarzy dziewczynki. Wydobywała z siebie nieprzerwany potok narzekań o trudnościach wychowywania dziecka. Uczyła informatyki na wakacyjnych kursach w collegu. Jej mąż pracował w państwowej firmie zajmującej się kontrolą jakości w Baosteel. Pracę przydzielono im zaraz po collegu, w ramach socjalistycznych brygad pracy, które wraz z ich pokoleniem przestały istnieć.

Rodzice Belli zostali wychowani przez własnych rodziców w tradycyjny sposób. Niemniej od momentu, gdy w 1993 roku urodziła się Bella, diametralnie zmienili swój punkt widzenia. Przestali jadać każdego wieczoru z dziadkami i odrzucili stare metody wychowywania dziecka, aby go nie rozpieszczać.

Gdy Bella nie miała jeszcze dwóch lat, babcia zaoferowała się jako pomoc w opiece nad dzieckiem, matka martwiła się jednak, że dziadkowie mogą je popsuć. Dlatego wysłano ją do żłobka. Kiedy rozpoczęła trzecią klasę szkoły podstawowej, matka przestała odbierać ją ze szkoły, zmuszając ją do zmieniania autobusów i przechodzenia samemu przez ulicę.

- Wcześniej czy później musi nauczyć się niezależności – tłumaczyła matka.

Bella wyrosła na rozgadaną dziewczynkę z warkoczykami Pippi i mnóstwem poglądów – których ilośc nie pasowała do chińskiej szkoły. W drugiej klasie podstawówki z kilkoma kolegami z klasy udała się do gabinetu dyrektora, by żądać więcej czasu do zabawy. Protest nie przyniósł efektu. Nauczyciele krytykowali jej temperament i tendencję do tyranizowania innych dzieci. „Masz wiele zdolności”, pisano w jej raporcie z pierwszej klasy. „Jednak aby się rozwijać, musimy uczyć się również od innych”. Z kolei raport z drugiej klasy mówił: „Mam nadzieję, że nauczysz się więcej słuchać opinii innych osób”.

Sposób wychowywania Belli jest sprzeczny z chińską tradycją. Rodzice popierają jej niezależność, bojąc się jednocześnie, że w szkole i pracy będzie za to karana. Sprawują pieczę nad jej zadaniami domowymi, aby mogła skupić się bardziej na większej ilości zadań w szkole.

- Nie chcemy być wobec niej brutalni – twierdzi tata Belli, Zhou Jiliang. – Ale w Chinach otoczenie zmusza nas do tego.

Bella uczy swoich rodziców młodzieżowego slangu i pokazuje im najfajniejsze strony internetowe. Kiedy kupili nowy telewizor, Bella wybierała markę. Kiedy wychodzą na miasto, aby zjeść, Bella wybiera Pizzę Hut. Kiedy Bella była młodsza, rodzice zaczęli odłączać klawiaturę i myszkę od komputera, aby odciągnąć ja od internetu. Wiedzieli jednak, że ten sposób nie wystarczy na długo.

Niedawno ojciec Belli wraz z siostrą i kuzynami wysłał swojego ojca do domu opieki. Była to dla niego bolesna decyzja. W tradycyjnych Chinach opieka nad starszymi należała do żelaznych zasad i rodzice Belli mieli nawet w swoim mieszkaniu dodatkowy pokój, do którego mieli wprowadzić się pewnego dnia dziadkowie. Bella oznajmiła jednak, że w przyszłości wyśle swoich rodziców do najlepszego domu opieki.

- W chwili, gdy to powiedziała, pomyślałem: To prawda, nie chcemy być dla niej ciężarem – wyznał ojciec Belli. - Gdy się zestarzejemy, sprzedamy dom i wyruszymy w podróż, aby zobaczyć świat. Potem zamieszkamy w domu starości i będziemy tam żyli w spokoju aż do końca naszych dni. To nauka, którą dała mi moja córka.

—–
Pewnego razu udałam się z Bellą do jej szkoły. Była wówczas w piątej klasie. Piątek. Pobudka o 6:25 rano, wciągnęła spodnie, włożyła pomarańczową koszulę i na szyi zawiązała chustę Młodych Pionierów. Jej rodzice biegali po mieszkaniu, szykując się do pracy. Zapomnieli przy tym wszystkim o śniadaniu. Mama Belli odprowadziła ją za róg bloku, Bella pożegnała się i ruszyła samotnie w stronę przystanku autobusowego.

-To najbardziej luźny moment w ciągu całego dnia – przyznała.

Dziś miały odbyć się wybory na przewodniczących klasy, odzwierciedlające podobne stanowiska w Partii Komunistycznej.

- Mama powiedziała, że bycie przewodniczącym w piątej klasie jest bardzo ważne – zwierzyła się Bella.

Autobus zawiózł nas pod gmach Elitarnej Szkoły Podstawowej Yangpu, kosztującej 1200 dolarów amerykańskich rocznie i odrzucającej 80 proc. wniosków o przyjęcie w jej szeregi. Sala lekcyjna Belli była jasna i głośna od ryku znajdujących się w środku dzieci. Znajdowało się w niej kilka komputerów i gablotka z napisanymi przez uczniów recenzjami filmów: Narodziny nowych Chin , Gdzie jest Nemo?

O 8:30 uczniowie zasiedli w swych ławkach i rozpoczęli wybory. Piękna, młoda nauczycielka poprosiła o zgłaszanie kandydatów. Każdy był chętny.

- W tym semestrze chcę skończyć z moim złym zwyczajem obgryzania paznokci, aby ludzie nie nazywali mnie Królem Obrgyzania Paznokci – powiedział chłopiec startujący na stanowisko oficera propagandy.

- Nie będę przeszkadzała w klasie – powiedziała dziewczynka w swetrze w paski starająca się o stanowisko oficera do spraw dzieci. – Proszę, aby każdy głosował na mnie.

Przemowy ułożyły się w następujący schemat: imię, wada, przyrzeczenie poprawy i prośba o głosy. Samokrytycyzm był główną strategią tej kampanii.

Tym, którzy odbiegali od scenariusza, od razu zwracano uwagę.

- Nie mam dobrych ocen, ponieważ mam problemy z pisaniem wyrazów – powiedziała dziewczynka kandydująca na stanowisko oficera ds. Akademii. – Proszę, aby każdy głosował na mnie.

- Masz problemy z pisaniem wyrazów i proszę, aby na mnie głosowano? – przedrzeźniała ją nauczycielka. – O czym zapomniałaś?

Dziewczynka spróbowała jeszcze raz.

- Chcę pracować, aby to naprawić. Proszę, aby każdy głosował na mnie.

Belli przypadła kandydatura na oficera ds. Sportu.

- Jestem odpowiedzialna i mam dobre zdolności kierownicze – powiedziała na jednym wdechu. – Czasami wchodzę w konflikty z innymi uczniami. Jeśli zagłosujecie na mnie, pomoże mi to zmienić mój zły zwyczaj. Proszę, aby każdy oddał na mnie swój głos.

Po trzech turach głosowania, Bella minimalnie zwyciężyła jednym głosem. Dzień wyborów, jak wszystko w szkole , zakończył się morałem.
- Jeśli tym razem przegraliście, to nie powód, aby czuć się źle – rzekła nauczycielka. – Jest to po prostu znak, że musicie więcej pracować. Nie możecie spocząć na laurach, tylko dlatego, że przegraliście.

—-

4. Dzieci na wyścigach

Język edukacyjny w Chinach wyrasta z ponurego darwinizmu.

- Wybory uczą dzieci jak być twardym – stwierdziła nauczycielka Belli, Lu Yan podczas obiadu w nauczycielskiej kawiarni. – W przyszłości będą musieli stanąć oko w oko ze stresem i rywalizacją. Muszą poznać smak porażki.

Niektóre ze szkół łączą zarobki nauczycieli z wynikami testów uczniów - również nauczyciele są więc w tym wszystkim narażeni na duży stres. W klasie Belli nastąpił ostatnio spadek w stopniach, nauczycielka poprosiła rodziców o pomoc w znalezieniu przyczyny tego stanu rzeczy. Lu Yan skończyła właśnie czteroletni wieczorowy college i w następnej kolejności planowała studiować język angielski. Wszyscy jej koledzy uczęszczają na kursy dokształcające. Nawet wice-dyrektor studiuje w weekendy w szkole technologicznej. Nauczycielka matematyki została wyrzucona ze szkoły, ponieważ rodzice skarżyli się, że korzystała z niewystarczającej ilości materiałów podczas lekcji.

Życie nie będzie wyglądało tak zawsze. Następne pokolenie rodziców, wychowane w świecie wolnych wyborów i rywalizacji, nie będzie już przerzucało na własne dzieci własnych ambicji.
- Właśnie teraz przyszły najcięższe czasy – mówi socjolog Wang Jie, która sama jest matką jednego dziecka. - W moim pokoleniu świat tradycji zderzył się z nowymi ideami. Wewnątrz nas toczą one ze sobą wojnę.

Dzień później pięcioklasiści przeszli na lekcji matematyki przez chłostę dzielenia dziesiętnego. Użyto do tego metod olimpiady matematycznej, które trenują dzieci jak używać skrótów myślowych.

Na lekcji wuefu urządzono wyścigi przez boisko. Ostatnia osoba z każdej grupy za karę musiała przebiec dodatkowe okrążenie. W piątek zajęcia skończyły się o 13:30. Autobus odwiózł Bellę pod sam blok. Kupiła Popsicle i weszła do klatki. Sobotę i niedzielę miała zapełnioną prywatnymi zajęciami, piątek był więc najlepszym momentem na zrobienie zadań domowych.

Powiedziałam jej, że żaden amerykańscy dziesięciolatkowie nie odrabiają w piątek zadań domowych.
- Muszą być bardzo szczęśliwi – odpowiedziała Bella.

—–

5. Pokolenie indywidualistów

Przez pięć lat odkąd poznałam Bellę i jej rodzinę, ich życie zmieniło się. Przeprowadzili się do nowego mieszkania z trzema sypialniami – jest prawie dwa razy większe od poprzedniego (które teraz wynajmują) a jego wystrój i umeblowanie składa się z samych zagranicznych marek. Kupili swój pierwszy samochód, Volkswagen Bora i zamiast telepania się autobusami, jeżdżą teraz gdzie tylko im się spodoba. Jedzą na mieście kilka razy w tygodniu a klimatyzacja w ich domu jest włączona przez całe lato. W wieku 12 lat Bella dostała swój pierwszy telefon komórkowy – kosztujący 250 dolarów Panasonic z klapą w kolorze róż-Barbie. Roczne przychody jej rodziców wynoszą teraz 18 tys. dolarów – 40 procent więcej od czasu, gdy spotkaliśmy sie po raz pierwszy.

Materialne warunki życia rodziny Belli poprawiły się, niemniej świat stał się dla nich miejscem bardziej niebezpiecznym. Sprzątaczka okradła ich i zniknęła. Kilku przyjaciół prawie zginęło w wypadkach samochodowych. Pewnego dnia ojciec zauważył jak Bella dostaje list od mężczyzny, którego poznała w internecie. Rodzice Belli zmienili zamki i numer telefonu w mieszkaniu. Ojciec zawozi ją i odwozi ze szkoły, ponieważ uważa, że okolica nie należy do bezpiecznych.

Matka Belli awansowała w pracy na bardziej odpowiedzialne stanowisko, jednocześnie zapisała się na weekendowy kurs przygotowawczy do studiów magisterskich. Ojciec Belli mówi o zmienieniu samochodu na nowszy, większy model – z lepszym przyspieszeniem. Często mówią o sobie jak o telefonach komórkowych będących na granicy zużycia.
- Jeśli nie będziesz się dokształcać i ładować od nowa – stwierdził ojciec Belli.
- Zostaniesz wyeliminowany.

—-
Rozwój społeczny przybrał w Chinach dwa kierunki. Przyjaciel matki Belli przestał zjawiać się na spotkaniach z dawną szkolną klasą, ponieważ wstydził się tego, że był ochroniarzem. Firma przyjcielela rodziny zbankrutowała i jego córka, będąca w wieku Belli, zaczęła kupować ubrania na przecenach. Społeczeństwo rozwarstwiało się na małych różnicach. Członkowie rodziny, młodsi od rodziców Belli tylko jedną dekadę, zamieszkiwali w innym świecie. Jedna kuzynka jadała na zewnątrz każdego wieczoru i zostawiła dziecko pod opieką dziadków, aby skupić się na własnej karierze. Młodsza siostra ojca Belli, nie mając dzieci, kupowała bez namysłu najdroższe bilety samolotowe, aby tylko wyrwać się gdzieś na weekend. Przyjaciele, będący prywatnymi tłumaczami, mieli drugie dziecko, za które płacili państwową karę. Rodzice Belli byliby prawdopodobnie wyrzuceni ze swych państwowych posad, gdyby zrobili tak samo.

—-
Bella zdawała egzaminy do jednego z najlepszych gimnazjum w Szanghaju - nauczyciele zwykli tam przytrzymywać uczniów wieczorami po lekcjach, podczas gdy ich rodzice czekają na zewnątrz w samochodach. Dotarła do trzeciego poziomu w języku angielskim i do ósmego w grze na fortepianie. Wciąż w klasowym rankingu sytuuje się pośrodku, niemniej nie wierzy już w świat dorosłych.

Teraz pogardza już wyborami w klasie.
- To wymaga mnóstwo pracy – tłumaczy . – Nauczyciel zawsze traktuje cię jako przykład dla innych. Jednak gdy masz problemy lub zostaniesz zdegradowany, wpadasz w tarapaty.

Uwielbia filmy z Hollywood – szczególnie „Gwiezdne wojny” i filmy katastroficzne – spędza godziny w internecie, dyskutując z przyjaciółmi o detektywie Conanie, bohaterze japońskiego komiksu. W przyszłości chciałaby poślubić obcokrajowca, ponieważ obcokrajowcy są bogatsi i bardziej wiarygodni.

Rodzice nie pomagają jej już w zadaniach domowych. W mówionym angielskim dawno ich prześcignęła. Prawią jej, aby była mniej rozrzutna.

- Gdy była mała, robiła wszystko co jej kazałam. Teraz siedzi tam i nic nie mówi, chociaż wiem, że się ze mną nie zgadza – wyznała jej matka, gdy siedzieliśmy w ich nowym mieszkaniu a Bella wpatrywała się w nią bez słowa ze wściekłością w oczach. – Wychowanie naszego dziecka okazało się porażką.
W Chinach nie istnieje pojęcie zbuntowanego nastolatka.

—–
Chińscy rodzice mają dziś prawdziwy mętlik w głowie, jeśli chodzi o wychowywanie dzieci. Gazety prowadzą działy porad, gdzie często można przeczytać: „Nie planuj na siłę przyszłości dziecka”. Niektóre ze szkół organizują klasy dla rodziców, gdzie matki, a rzadziej ojcowie, mogą podzielić się swoimi frustracjami i radami wychowawczymi.

Czasami wychowawcy uciekają się do skrajności: W Szkole Podstawowej Zhongguancun nr 2 w Pekinie wice-dyrektorka Lu Suqin ostatnio zabierała chłopców z drugiej klasy do swojego domu.

- Rodzice nie potrafili sobie z nimi poradzić, więc poprosili, abym wzięła ich do siebie – tłumaczy. – Kiedy nauczą się dyscypliny, wyślę ich z powrotem.

—————-

6. Tradycjonaliści w amerykańskich ciuchach

Bella miała jeden wolny dzień podczas trwającego cały weekend Dnia Narodowego w 2006 roku. Jej rodzina – siedmiu dorosłych i dwoje dzieci – udała się na wycieczkę do Tongli, miasta godzinę drogi od Szanghaju, gdzie znajdują się zabytkowe cesarskie posiadłości. Ojciec Belli wynajął mini busa i kierowcę (przyjaciel miał właśnie wypadek samochodowy i połamał wszystkie kości z jednej strony ciała). Bella siedziała sama i czytała książkę.

Rozwijające się Chiny zaczęły otwierać okna przeszłości. Aglomeracje miejskie w popularności zaczynają ustępować miejsca dobrze prosperującym wiejskim stawom hodowlanym i fabrykom oraz trzypiętrowym domom bogatych rolników. Matka Belli załapała się na miejskie marzenie o domku na wsi.

- Masz swój własny, mały ogródek przed domem – zwierzyła się. – Chciałabym zamieszkać w takim miejscu, gdy przejdziemy na emeryturę.

Myślała poważnie o przyszłości Belli. Jeśli dostanie się do dobrego collegu, powinna zostać w Chinach. W innym wypadku powinna wyjechać za granicę, wtedy oni sprzedadzą stare mieszkanie, aby opłacać jej edukację. Postanowiła, że Bella powinna znaleźć sobie narzeczonego w collegu.

- Jeśli znajdzie kogoś odpowiedniego na trzecim lub czwartym roku collegu, będzie dobrze. Ale nie na pierwszym ani na drugim roku.

- I nie w szkole średniej? – spytałam.

- Nie. Studia powinny być najważniejsze.

Tongli było zapchane weekendowymi turystami. Rodzina Belli jak lunatycy spacerowała po ścieżkach i ogrodach, podziwiając wszystko, na co zwracał uwagę przewodnik. Dotknęli pnia Drzewa Zdrowia i Długiego Życia. Okrążyli kamienistą mozaikę, co miało przynieść im sukces w karierze. Nie mogli zatrzymać się nawet na chwilę, ponieważ zaraz za nimi kroczył tłum ludzi. Był to największy turystyczny dzień w roku.

Bella grzecznie tłumaczyła starszej ciotce z Australii, która odwiedziła Chiny i nie mówiła po chińsku. Była to jednak z jej strony grzeczność udawana.

- Nuda – zwierzyła mi się. – Gdy zobaczysz jeden stary budynek, to tak jakbyś zobaczył już wszystkie.

Usiadłam z nią w zabytkowym domku jeździeckim. Była zagłębiona w koreańską powieść romansową.

- To o uczniach szkoły średniej – wytłumaczyła. – Trzech chłopców walczy o jedną dziewczynę.

- Ludzie z liceum mają chłopaka albo dziewczynę? – spytałam

- Mają.

- A w gimnazjum?

- Niektórzy.

- A ty masz chłopaka?

Zmarszczyła nos.

- Jest jeden chłopak, który mnie lubi. Ale wszyscy chłopcy w moim wieku są źle wychowani.

Chciałaby wyjechać na studia do Australii a potem znaleźć tam pracę. Mogłaby zarobić więcej pieniędzy i ściągnąć tam rodziców.

- Na powierzchni Chiny wyglądają luksusowo, jednak wewnątrz panuje tutaj chaos – stwierdziła Bella. – Wszystko jest skorumpowane.

———–
Niektórzy obserwatorzy chińskiego społeczeństwa spoglądają na dzieci takie jak Bella i widzą nadejście zmian politycznych: jej pokolenie indywidualistów – przepowiadają – pewnego dnia będzie chciało mieć wpływ na to kto nimi rządzi.
Rzeczywistość jest jednak skomplikowana. Dorastający i wychowani w tym a nie innym systemie prawdopodobnie będą szukali jedynie sposobów przystosowania się do niego, tak jak robili to dotychczas.

- To, że są ciekawi zobaczenia czegoś, nie oznacza zaraz, że chcą tego dla siebie – mówi Zhang Kai, gimnazjalny nauczyciel Belli. – Może spróbują czegoś – zafarbują włosy albo przekują sobie uszy – ale wewnątrz pozostaną wierni tradycji. W sercu Zhou Jiaying jest tradycjonalistką – powiedział, używając chińskiego imienia Belli.

——————-

7. Egzamin wstępny do dorosłości

Bella ma teraz 15 lat i jest w trzeciej klasie gimnazjum. Nauczyła się żyć z innymi i ma wielu dobrych przyjaciół w klasie. Szkoła jest skomplikowanym miejscem. Jeden z jej kolegów z klasy znęcał się nad innym i rodzice ofiary przyszli do szkoły na skargę. Ponieważ należeli do partii, wymusili na nauczycielu przeniesienie winowajcy do innej klasy.

Sprawa podzieliła klasę Belli. Jedna uczniowie nie rozmawia teraz z innymi. Pewien znajomy dostał się do szkoły bez egzaminów, ponieważ koleżanka jego mamy miała kuzyna w kuratorium.

Nauczycielka Belli zgłosiła kandydatury niektórych uczniów na członków Komunistycznej Ligi Młodzieży. Bella uznała, że jest to bez znaczenia, jednak dołączyła do szeregu i ściągnęła z internetu aplikację członkowską. Wyznała mi, że nie chciałaby być uznana przez nauczycielkę za czarną owcę. Zacytowała przy tym przysłowie: „Osoba, która stoi pod czyimś dachem, musi schylić głowę”.

Do egzaminu wstępnego do liceum został jeden miesiąc. Wieczorami ojciec Belli ogląda telewizję bez głosu, aby nie przeszkadzać jej w nauce. Dobry przyjaciel jest teraz wrogiem, ponieważ rywalizuje o to samo miejsce w rankingu. Jej wypracowanie oddaje cały stres tej sytuacji:

„Siedzę w klasie w gimnazjum i nauczyciel chce, żebyśmy pożegnali się z dzieciństwem. Czuję się zagubiona. Szczęście jest jak migotające gwiazdy rozjaśniające nocą niebo dzieciństwa. Chcę jedynie więcej i więcej gwiazd. Nie chcę zobaczyć świtu”

————————————————–
Tłumaczenie angielskiego artykułu autorstwa Leslie T. Chang Gilded Age. Gilded Cage , który w maju 2008 ukazał  się w specjalnym wydaniu magazynu National Geografic China: inside the dragon” w całości poświęconym współczesnym Chinom. Tłumaczenie opiera się bezpośrednio na wydaniu angielskim.
_________________________________________________________

Kategorie: Dziennik Marco Polo
Otagowane: , , , , , , , ,

2 odpowiedzi jak dotąd ↓

Dodaj komentarz