Kuba Station

Opowieści tajwańskie. cz. 23. Teacher Jeff kontra tajfun.

lipiec 29, 2008 · 1 komentarz

Teacher Jeff oczekiwał go już od dłuższego czasu. Wiele o nim słyszał. Wiedział jak się rodzi i jak umiera. Właśnie teraz miał się zetknąć z nim pierwszy raz. O tym, że nadchodzi dowiedział się zupełnie przypadkowo. Przełączał bezmyślnie programy w telewizorze, gdy na jednym z nich oznajmiono, że nadejdzie. Nazywał się Fenix. Mówiono, że jest duży i że spotkanie z nim nie będzie należało do łatwych.

—-
Wszystkie tajwańskie programy pokazywały symulacje komputerowe przedstawiające potencjalne ruchy Fenixa. Pędził od strony Oceanu Spokojnego. Miał dotrzeć na Tajwan za niecałe dwa dni. W telewizji rolnicy zbierali pospiesznie plony, wiedząc, że po jego nadejściu, pozostaną z nich tylko zgliszcza. Mieszkańcy wschodniego wybrzeża Tajwanu wzmacniali domy. To tam miał uderzyć z największą siłą. Otoczone przez góry Tajpej było w znacznie lepszej sytuacji. Straty były tu zawsze o wiele mniejsze. Zdjęcia archiwalne pokazywały jednak 2001 rok, kiedy centrum Tajpej zostało zatopione. Zginęło kilkadziesiąt osób. Na ulicach leżały poprzewracane skutery i przygniecione przez drzewa samochody.

—–
Dzień przed jego nadejściem teacher Jeff udał się do supermarketu po zapasy żywieniowe. Być może na kilka dni będzie musiał zabarykadować się w domu. Ciemne chmury pędziły po niebie jak na przyspieszonym filmie. Tajfun nadchodził.

—–
Godz. 18. Padał drobny deszcz. Teacher Jeff pozdejmował z balkonu kwiaty, pozamykał szczelnie okna. Zmoknięci do suchej nitki sąsiedzi wnosili do domów torby z zakupami. Telewizja transmitowała na żywo ruchy Fenixa. Był już kilkanaście kilometrów przed wyspą. Reporterzy w rybackich kurtkach przeciwdeszczowych stali nad brzegiem oceanu zalewani przez wielkie fale wody. Rozemocjonowanymi głosami oznajmiali, że jest tuż tuż, że jest bardzo niebezpiecznie. Ich relacje przeplatano ze zdjęciami archiwalnymi tajfunów z poprzednich lat. Zrywane przez pędzące rzeki domy i drogi. Staruszkowie rozpaczający nad zgliszczami swych domostw. Na dachach rodziny z dziećmi oczekujące na pomoc. Poprzewracane skutery. Ludzie z połamanymi parasolami z trudem przedzierający się przez potężny wiatr i spadające z nieba tony wody.

—-
W telewizji o godzinie 22. ogłoszono, że jutrzejszy dzień będzie dniem wolnym od pracy i szkoły. Sprawa wyglądała poważnie.

—-
O godzinie 2 w nocy okna zaczęły telepać. Teacher Jeff wyszedł na balkon. Drzewa tańczyły na wietrze. Budynek naprzeciwko trząsł się.

—-
Następny dzień. Godz. 8 rano. Padał niewielki deszcz. Na ulicy leżał jeden przewrócony rower. Teacher Jeff włączył telewizor. Symulacja komputerowa pokazywała, że Fenix poruszał się właśnie w kierunku Chin. Na zwolnionym ujęciu widać było jak najwyższy budynek na świecie Tajpej 101 przechyla się prawie niezauważalnie raz w jedną, raz w drugą stronę. Dzielni reporterzy zmagali się z oceanicznymi falami. Dwa psy uwięzione na małej wysepce betonu otoczonej wezbraną rzeką oczekiwały na pomoc.

—-
Godz. 12. Teacher Jeff postanowił zaryzykować i udać się na miasto, aby zobaczyć Fenixa z bliska. Ubrał płaszcz przeciwdeszczowy, przez chwilę rozważał nawet założenie skuterowego kasku, który mógłby ocalić mu życie przed przedmiotami spadającymi z budynków – teacher Jeff czytał, że jest to najczęstsza przyczyna wypadków podczas tajfunu w mieście. Po wahaniach zrezygnował jednak z kasku. Stawiał jednak kroki powoli i uważnie, oczekując niespodziewanych zapadnięć w chodniku. Rozglądał się dookoła, aby w przypadku zawalenia się drzewa lub płotu, odskoczyć na czas w bok. Teacher Jeff nigdy nie widział tak wyludnionego Tajpei. Ludzie pochowali się w domach. Większość sklepów była zamknięta. Po markecie Shida przechadzało się tylko kilka par. Wchodzili i wychodzili z otwartego całą dobę sklepu 7/11. Przestało padać. Teacher Jeff zdjął swój ciężki przeciwdeszczowy płaszcz. Doliczył się dziesięciu przewróconych rowerów i jednego skutera. Przed japońskim fast-foodem Mos-Burger wiatr zwiał mu czapeczkę z głowy. W Mos-Burgerze z głośników dobywała się senna muzyka klasyczna. Teacher Jeff zamówił frytki i krewetki w cieście. Ludzie siedzieli niemo przy stolikach. Niektórzy spali na blatach.

—-
W kawiarni zamówił sernik i mrożoną kawę. Wszedł na piętro, które zawsze tętniło życiem. Tym razem było tak samo martwe jak Mos-Burger. Młoda dziewczyna spała na książce leżącej na stoliku. Do snu z głośników melancholijne przygrywała jej kapela jazzowa. Kobieta w szklanym pomieszczeniu dla palących wyjąła z torebki pudełko papierosów. Położyła je na stoliku obok filiżanki gorącej kawy. Wyjęła papierosa. Zapaliła. Zgasiła zapalniczkę. Zaciągnęła się.

—-
Godz. 16. Teacher Jeff powstawiał kwiatki z powrotem na balkon. W telewizorze ratowano faceta, który wpadł do dziury. Bohaterscy reporterzy zalewani przez fale wody nad brzegiem oceanu krzyczeli coś do mikrofonu. Symulacja komputerowa przedstawiała Fenixa jak pędził teraz w stronę Chin. Psy stały bezradnie na małej wysepce betonu otoczonej wezbraną wodą.

—-
Dzień później. Teacher Jeff spytał swoich uczniów co sądzą o tajfunie.

- Tajfun jest fajny! – odpowiedział mu zgodny chór. – Nie trzeba iść do szkoły!

- Można się wyspać!

- Można grać na komputerze!

- Można iść na karaoke!

————————————-
Zobacz również:

Krótka opowieść o bogach, ludziach i tajfunach

Krótka opowieść o trzęsieniach ziemi

Narodziny teachera Jeffa

___________________________________________

Kategorie: Opowiesci tajwanskie
Otagowane: , , , , , , , , ,

1 odpowiedź jak dotąd ↓

  • natiwa // lipiec 29, 2008 @ 11:41 am | Odpowiedź

    to nie byl silny tajfun, taaaki tam deszczyk ;) normalnie budynek sie buja az woda w kibelkach chlupocze, szyby w oknach drza pod naporem wiatru, a sciany przemakaja od nadmiaru wody, wszystko jeczy, steka i skrzpi ;) a psy byly trzy, a nie dwa :P

Skomentuj