Środa. Godz. 9.50.
Uczeń Janek z powodu wczasów spóźnił się kilka dni do szkoły. Miał to być powrót zgodny z regułami feng-shui – lekki i miękki, niespodziewanie rozpoczął się jednak awanturą. W dziekanacie szkoły ni z tego ni z owego powiedziano Jankowi, że w nowym semestrze nie ma zajęć porannych – jedynie popołudniowe.
- Jak to tak to i dlaczego?! – rozzłościł się uczeń Janek. Panie z dziekanatu pochowały sie po kątach – w kulturze chińskiej publiczne wyrażanie gniewu stanowiło wielką rzadkość i właściwie nie wiadomo było jak sobie z nim poradzić.
- To nie nasza wina – pisnęła jedna z pań schowana za komputerem. – Tak postanowiły władze.
- W takim razie chcę rozmawiać z władzami! – rzekł rozzłoszczony uczeń Janek.
Panie struchlały. Spojrzały na siebie ze strachem. W ich świecie z postanowieniami władz się nie dyskutowało. Przyjmowało się je z pokorą tak jak tajfuny, powodzie i trzęsienia ziemi.
- Panu nie przystoi spotykać się z władzami. Pan jest uczniem a uczniowie są od tego, żeby się uczyć, a nie dyskutować z władzami – rzekła wyważonym, dorosłym głosem pani i jak gdyby sprawa została już zakończona, zaczęła coś pisać na swym komputerze.
- Co mam w takim razie zrobić? – odburknął uczeń Janek.
Pani wynurzyła głowę znad monitora i już wydawało się, że krzyknie i zbeszta ucznia Janka, co uczyniłaby w podobnej sytuacji urzędniczka polska. Pani jednak nie krzyknęła, nie zrobiła nawet niemiłej miny. Uśmiechnęła się tylko i jako było zapisane w konfucjańskich księgach dobrego zachowania i mądrości, rzekła tym samym wyważonym i wyrozumiałym głosem:
- Nic się nie da zrobić.
Uczeń Janek poczerwieniał. Z uszu zaczęła wydobywać mu się rozgrzana para wodna.
- Zawsze coś da się zrobić! – krzyknął. – Mówiliście, że będą zajęcia poranne a ich nie ma!
- Wcale nie mówiłyśmy – z ust urzędniczki wydobywał się ten sam spokojny ton.
- Mówiłyście! – krzyknął uczeń Janek
- Nie mówiłyśmy – odrzekła ze spokojem pani. – Poza tym dlaczego nie chce Pan chodzić na zajęcia popołudniowe? Są równie miłe jak te poranne, a nawet milsze
- Nie chcę i już! Po południu mam ważne sprawy do załatwienia – uspokoił się nieco uczeń Janek.
- Jeśli Pan pracuje, pragnę przypomnieć Panu, że na Tajwanie wszelka praca podejmowana przez obcokrajowców bez odpowiedniej zgody jest nielegalna, stanowi przestępstwo i powinnam w takim wypadku zawiadomić policję.
- To bardzo nieładnie z Pani strony oskarżać mnie o takie rzeczy! – rzekł uczeń Janek i wyszedł, z hukiem trzaskając drzwiami gabinetu.
—————————
Kilka godzin później.
Uczeń Janek postanowił napisać petycję do władz chińskiej szkoły o utworzenie zajęć porannych, i zebranie pod nią podpisów jak największej ilości współuczniów. Współuczniowie, w większości Azjaci, nie rozumieli jednak ucznia Janka w jego obywatelskiej walce o zajęcia poranne. Widzieli na filmach petycje w sprawie ratowania wielorybów czy zagrożonych gatunków małp. Sprzeciwianie się postanowieniom władz było jednak sprzeczne z ich kulturą. Przeciwko władzy się tajemnie spiskowało, lecz nigdy nie wchodziło się z nią bezpośrednio w konflikt czy dyskusję.
- Zajęcia popołudniowe są lepsze. Można się lepiej wyspać – odpowiadali jedni.
- Boli mnie brzuch, oko i kolano – dodawali drudzy.
- Ludzie! Zapłaciliśmy kupę pieniędzy za szkołę, jesteśmy klientami, z którymi należy się liczyć – argumentował uczeń Janek.
- Widocznie nie ma zajęć porannych. Tak ma być – odpowiadali mu azjatyccy koledzy.
W końcu uczniowi Jankowi udało się zebrać pod petycją dziewięć podpisów – wywalczonych patetycznymi, retorycznymi tyradami o prawach człowieka i klienta.
Petycja została złożona w dziekanacie i miała być w trybie pilnym rozpatrzona przez władze.
—————————-
Czwartek. Godz. 9.37.
- Niestety, Pańska prośba została rozpatrzona negatywnie – rzekła pani z dziekanatu.
- Dlaczego? – uczeń Janek starał się wzorem wielkich mistrzów zen nie unosić głosu.
- Rano nie ma nauczycieli – odrzekła spokojnym głosem pani.
- Jak to nie ma?! – moc powściągania emocji mistrzów zen powoli opuszczała ucznia Janka.
- Nie ma, zostali przydzieleni do kursów wakacyjnych – rzekła pani i wróciła do swego komputera, uznając rozmowę za zakończoną.
- Domagam się więc zwrotu 18 tys. dolarów, które zapłaciłem za szkołę! – rzekł uczeń Janek.
- Możemy Panu zwrócić jedynie 75 procent tej kwoty. Tak jest zapisane zresztą w naszym statusie, który Pan podpisywał – rzekła urzędniczka.
- Proszę mi zwrócić zatem te 75 procent – odrzekł uczeń Janek.
- Przedłużał Pan już wizę na podstawie zaświadczenia wydanego przez naszą szkołę? – spytała urzędniczka.
- Przedłużałem – odpowiedział Janek.
- W takim razie nie możemy Panu zwrócić pieniędzy, chyba że pójdzie Pan do tajwańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i poprosi o cofnięcie wizy, z czym wiąże sie konieczność natychmiastowego opuszczenia terytorium Tajwanu – wyjaśniła wszelkie niejasności urzędniczka.
—————————–
Sytuacja wymagała natychmiastowych działań. Za kilka dni uczeń Janek miał znowu zamienić się w teachera Jeffa, nauczającego popołudniami w szkole Happy Miriam. W tym samym czasie rozpoczynały się jednak lekcje chińskiego, bez których tak uczeń Janek jak i teacher Jeff nie mogliby ubiegać sie o przedłużenie tajwańskiej wizy. Jako że Janek spóźnił się już kilka dni do szkoły, jego limit nieobecności był już wyczerpany. Janek miał do wyboru dwie opcje: zrezygnować z pracy lub zrezygnować ze szkoły chińskiego. Rezygnacja ze szkoły chińskiego równałaby się jednak utracie wizy. Z kolei rezygnacja z pracy oznaczałaby utratę źródła dochodu. Wybór był tragiczny. Na szczęście Janek dobrze wiedział, że między czernią i bielą ukrytych jest zawsze tysiące kolorów pośrednich. Rzucając pracę mógł przecież znaleźć inną. Problem w tym, że w większości szkoły angielskiego funkcjonowały właśnie w godzinach popołudniowych. Janek mógł również rzucić szkołę chińskiego i zapisać się do nowej na zajęcia poranne. Czy nie zostałaby mu jednak w takim wypadku cofnięta wiza na starą szkołę?
————————-
Piątek. Godz. 9.06.
Dziekanat szkoły chińskiego.
- Co jeśli nie będę chodził do szkoły? – spytał Janek.
- Po 10 dniach wyślemy Panu pismo z zawiadomieniem, że nie jest Pan już uczniem naszej szkoły i przez rok nie może się Pan ubiegać o ponowne do niej przyjęcie – rzekła pani z dziekanatu.
- Informujecie Państwo Urząd Imigracyjny?
- Nie.
——————————–
Ten sam dzień. Godz. 11.23.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Tajwanu. Pierwsze piętro. Dział wizowy.
Urzędniczka spojrzała uważnie na wizę Janka.
- Pańska wiza jest ważna dwa miesiące od czasu ostatniego przybycia na Tajwan, co, jak widzę, nastąpiło dwa dni temu – rzekła.
Janek rozpromieniał.
- Co jeśli będę chciał zmienić szkołę? Czy mogę dostać nową wizę nie opuszczając Tajwanu?
- Niestety nie. Aby otrzymać nową wizę musi Pan opuścić Tajwan i z zaświadczeniem przyjęcia do nowej szkoły musi udać się Pan do najbliższego tajwańskiego biura wizowego za granicą – wyjaśniła urzędniczka. – Na tej podstawie otrzymuje Pan nową wizę.
- Gdzie mieści się najbliższe takie biuro? – spytał Janek.
- W Hongkongu lub Macao.
——————————–
Poniedziałek. Godz. 9.11.
Biuro studiów językowych Uniwersytetu Shida w Tajpej.
- Dzień dobry, chciałbym zapisać się do Państwa słynnej szkoły – rzekł Janek, uśmiechając się szeroko do Pani siedzącej za biurkiem.
- Musi przedstawić Pan wniosek aplikacyjny, ksero dyplomu ukończenia szkoły wyższej lub średniej i zaświadczenie z banku, że ma Pan na koncie wystarczającą ilość pieniędzy, żeby studiować – rzekła pani.
- Proszę bardzo – Janek wyłożył przed panią komplet wymaganych dokumentów.
- Za dwa dni proszę przyjść po zaświadczenie, że został Pan przyjęty.
——————————-
Janek miał więc przed sobą dwa miesiące wakacji od szkoły, podczas których musiał również odbyć obowiązkową, płatną wycieczkę do Hongkongu po nową wizę. Wolny czas postanowił zapełnić dodatkowymi godzinami pracy. Jako teacher Jeff zadzwonił do agentki, która na drugi dzień miała już dla niego ofertę kilku godzin nauczania w jednej ze szkół angielskiego znajdujących się w centrum Tajpej.
- Jak nazywa się szkoła? – spytał Jeff.
- Oxford – odpowiedziała agentka.
————————————–
Narodziny teachera Jeffa
Jak teacher Jeff został uczniem
————————————–

1 odpowiedź jak dotąd ↓
mikimoke // lipiec 26, 2008 @ 7:28 am |
ale młyn