Kuba Station

Opowieści tajwańskie. Cz. 19. Uczeń Janek w krainie Wielkiego Elektronika.

czerwiec 26, 2008 · Skomentuj

Na zakończenie kursu szkoła organizuje wycieczkę. Nie do lasu, nie do muzeum. Do firmy ASUS – produkującej laptopy i sprzęt elektroniczny. W Europie zrobiono by wycieczkę do starej katedry czy pałacu pamiętającego zamierzchłe wieki. Tajwańczykom grzebanie w śmieciach przeszłości nie wydaje się interesujące. Zresztą trudno doszukać się tu wielu śladów historii – wszystkie budynki liczące więcej niż sto lat burzy się i buduje na ich miejsce nowe. Taka już jest kolej rzeczy: coś umiera, aby mogło narodzić się nowe. Niech Europa chwali się swoimi starociami – Azjaci lubią ścigać się z Zachodem i wiedzą, że w wyścigach historycznych nie będą najlepsi. Mają jednak coś z czym świat Zachodni zawsze miał problemy – posłuszne, zdyscyplinowane społeczeństwo, wierne autorytetom i kultywujące ciężką pracę. I w tym właśnie tkwi sekret dalekowschodniego cudu gospodarczego, który sprawił, że kraje Dalekiej Azji w przeciągu kilkudziesięciu ostatnich lat dołączyły do klubu najbogatszych na globie. Tylko tutaj mogły powstać technologie komputerowe, na których wytworzenie ludziom Zachodu nie starczyłoby cierpliwości i nerwów. Technologie komputerowe, które stały się najbardziej rzucającym się w oczy symbolem ostatniego dziesięciolecia. Technologie komputerowe, które stały się właśnie marką kojarzoną z Dalekim Wschodem – Japonią, Koreą Pd, Hongkongiem i Tajwanem. Paryż ma Wieżę Eiffela, Nowy Jork Statuę Wolności, a Tajwan – ASUSA.

Zbiórka o 8:30 rano pod szkołą. Tam już czeka autokar. Uczniowie – w 98 proc. Azjaci – z wyjątkiem mnie, grubej Meksykanki i wielkiej, rudej Amerykanki – wpisują się na listę obecności, zgarniają poczęstunek i pakują do autobusu. Autobus mknie autostradą w centrum Tajpej. Dookoła widać tylko szczyty kwadratowych, nowoczesnych budynków. Na horyzoncie góry. Nad nimi błękitne niebo. W autobusowych telewizorkach mecz baseballa.
- Co jest najpopularniejszym sportem w Korei? – pytam siedzącego obok Koreańczyka.
- To samo co na Tajwanie – baseball.

Stoimy pod wielkim, lśniącym wieżowcem. Termometr na zewnątrz wskazuje 33 stopnie. Wejście do klimatyzowanego budynku sprawia naprawdę dużą ulgę. Prowadzi nas młody chłopak. Z powagą i skupieniem. Na szyi ma identyfikator ze zdjęciem. Schody, korytarze, lśniące ściany. Sala konferencyjna. Jak z filmów o zebraniach szefów wielkich korporacji. Twór doskonały, sterowany przyciskami w ścianie. Zapadam się w miękkim, wielkim fotelu. Światła lekko blakną. Na ekranie wyskakuje wielkie logo firmy ASUS ze sloganem: “Rock solid – Heart Touching” (Solidny jak Skała – chwytający za Serce). Do sali energicznym krokiem wchodzi ulizany pan w garniturze i krawacie. Staje przed ekranem. Rozkłada ręce w chrystusowym geście. Rozpoczyna mszę.
- Miło mi Państwa powitać w firmie ASUS.

Pan mówi po chińsku. Mało rozumiem. Wyłapuję co dziesiąte słowo. Pan ma 29 lat. Coca-cola. McDonald. Sony. ASUS. Pan pyta o liczby. Azjaci się zgłaszają. Dostają nagrody – płyty DVD, pen-drive’y. Na ekranie wyskakują wykresy. Wynika z nich, że tajwański ASUS należy do czołówki firm produkujących technologie komputerowe na świecie. Wygrywa we francuskich, włoskich i niemieckich rankingach. Ma swoje filie w Polsce i w Meksyku. Zna go cały świat. Na ekranie zdjęcie prezesa Jonneya. Przenikliwy wzrok. Pewna siebie postawa. Codziennie zadaje swoim pracownikom trzy pytania: Who you are (Kim jesteś), Where you are (Gdzie jesteś), Where you are going (Dokąd zmierzasz). Pan w garniturze też zadaje sobie codziennie te pytania. W tym tkwi tajemnica jego sukcesu. W tym tkwi tajemnica sukcesu prezesa Jonneya i całej firmy. Japonka Anda ma łzy w oczach. Patrzy z podziwem na pana w garniturze. Robi mu zdjęcia. Pan w garniturze zadaje pytania publiczności: Kim jesteś? Gdzie jesteś? Dokąd zmierzasz? Padają odpowiedzi. Pan rozdaje płyty DVD i pen-drive’y. Oklaski. Z sali pada pytanie co zrobić, żeby móc pracować w firmie.
- Szczegóły znajdziecie państwo w internecie: wwwtratata.
Paniom nauczycielkom zostają na stronie wręczone torby z prezentami. Panie kłaniają się i wiją w uśmiechach.

Z kibla widok na góry. W kiblu ładnie pachnie.

Proszeni jesteśmy o ustawienie się w parach. Mijamy restaurację. Wchodzimy do sali gimnastycznej. Faceci w krótkich spodenkach biegają w miejscu odwróceni do ściany.

Sala bilardowa. Sala do jogi. Siłowania. Na ostatnim piętrze basen i jakuzzi. Taras widokowy – plac budowy: dźwig podnosi betonowe bloki. Ludzie w kaskach zaplątani w druty.

Azjaci robią zdjęcia przy obrazie Mona Lisy zrobionym z części komputerowych stojącym zaraz przy wejściu do budynku. Dwie Japonki proszą, żebym zszedł im z kadru. Jedna z nich ma pomalowane na niebiesko paznokcie u nóg.

——————————————–
Zobacz wcześniejsze odcinki: Opowieści tajwańskich
___________________________________________________

Kategorie: Opowiesci tajwanskie
Otagowane: , , , , , , , , , , ,

0 odpowiedzi jak dotąd ↓

  • Nie ma jeszcze komentarzy... Zacznij porywającą dyskusję, wypełniając formularz poniżej.

Skomentuj