Kuba Station

Wpisy od czerwiec 2008

Opowieści filipińskie. cz. 1. Jak teacher Jeff wyjechał na Filipiny

czerwiec 28, 2008 · Dodaj komentarz

Teacher Jeff wyjechał na Filipiny, gdzie spotkało go wiele niesamowitych przygód.

Kategorie: Opowieści filipińskie
Otagowane:

Opowieści tajwańskie. Cz. 19. Uczeń Janek w krainie Wielkiego Elektronika.

czerwiec 26, 2008 · Dodaj komentarz

Na zakończenie kursu szkoła organizuje wycieczkę. Nie do lasu, nie do muzeum. Do firmy ASUS – produkującej laptopy i sprzęt elektroniczny. W Europie zrobiono by wycieczkę do starej katedry czy pałacu pamiętającego zamierzchłe wieki. Tajwańczykom grzebanie w śmieciach przeszłości nie wydaje się interesujące. Zresztą trudno doszukać się tu wielu śladów historii – wszystkie budynki liczące więcej niż sto lat burzy się i buduje na ich miejsce nowe. Taka już jest kolej rzeczy: coś umiera, aby mogło narodzić się nowe. Niech Europa chwali się swoimi starociami – Azjaci lubią ścigać się z Zachodem i wiedzą, że w wyścigach historycznych nie będą najlepsi. Mają jednak coś z czym świat Zachodni zawsze miał problemy – posłuszne, zdyscyplinowane społeczeństwo, wierne autorytetom i kultywujące ciężką pracę. I w tym właśnie tkwi sekret dalekowschodniego cudu gospodarczego, który sprawił, że kraje Dalekiej Azji w przeciągu kilkudziesięciu ostatnich lat dołączyły do klubu najbogatszych na globie. Tylko tutaj mogły powstać technologie komputerowe, na których wytworzenie ludziom Zachodu nie starczyłoby cierpliwości i nerwów. Technologie komputerowe, które stały się najbardziej rzucającym się w oczy symbolem ostatniego dziesięciolecia. Technologie komputerowe, które stały się właśnie marką kojarzoną z Dalekim Wschodem – Japonią, Koreą Pd, Hongkongiem i Tajwanem. Paryż ma Wieżę Eiffela, Nowy Jork Statuę Wolności, a Tajwan – ASUSA.

Zbiórka o 8:30 rano pod szkołą. Tam już czeka autokar. Uczniowie – w 98 proc. Azjaci – z wyjątkiem mnie, grubej Meksykanki i wielkiej, rudej Amerykanki – wpisują się na listę obecności, zgarniają poczęstunek i pakują do autobusu. Autobus mknie autostradą w centrum Tajpej. Dookoła widać tylko szczyty kwadratowych, nowoczesnych budynków. Na horyzoncie góry. Nad nimi błękitne niebo. W autobusowych telewizorkach mecz baseballa.
- Co jest najpopularniejszym sportem w Korei? – pytam siedzącego obok Koreańczyka.
- To samo co na Tajwanie – baseball.

Stoimy pod wielkim, lśniącym wieżowcem. Termometr na zewnątrz wskazuje 33 stopnie. Wejście do klimatyzowanego budynku sprawia naprawdę dużą ulgę. Prowadzi nas młody chłopak. Z powagą i skupieniem. Na szyi ma identyfikator ze zdjęciem. Schody, korytarze, lśniące ściany. Sala konferencyjna. Jak z filmów o zebraniach szefów wielkich korporacji. Twór doskonały, sterowany przyciskami w ścianie. Zapadam się w miękkim, wielkim fotelu. Światła lekko blakną. Na ekranie wyskakuje wielkie logo firmy ASUS ze sloganem: “Rock solid – Heart Touching” (Solidny jak Skała – chwytający za Serce). Do sali energicznym krokiem wchodzi ulizany pan w garniturze i krawacie. Staje przed ekranem. Rozkłada ręce w chrystusowym geście. Rozpoczyna mszę.
- Miło mi Państwa powitać w firmie ASUS.

Pan mówi po chińsku. Mało rozumiem. Wyłapuję co dziesiąte słowo. Pan ma 29 lat. Coca-cola. McDonald. Sony. ASUS. Pan pyta o liczby. Azjaci się zgłaszają. Dostają nagrody – płyty DVD, pen-drive’y. Na ekranie wyskakują wykresy. Wynika z nich, że tajwański ASUS należy do czołówki firm produkujących technologie komputerowe na świecie. Wygrywa we francuskich, włoskich i niemieckich rankingach. Ma swoje filie w Polsce i w Meksyku. Zna go cały świat. Na ekranie zdjęcie prezesa Jonneya. Przenikliwy wzrok. Pewna siebie postawa. Codziennie zadaje swoim pracownikom trzy pytania: Who you are (Kim jesteś), Where you are (Gdzie jesteś), Where you are going (Dokąd zmierzasz). Pan w garniturze też zadaje sobie codziennie te pytania. W tym tkwi tajemnica jego sukcesu. W tym tkwi tajemnica sukcesu prezesa Jonneya i całej firmy. Japonka Anda ma łzy w oczach. Patrzy z podziwem na pana w garniturze. Robi mu zdjęcia. Pan w garniturze zadaje pytania publiczności: Kim jesteś? Gdzie jesteś? Dokąd zmierzasz? Padają odpowiedzi. Pan rozdaje płyty DVD i pen-drive’y. Oklaski. Z sali pada pytanie co zrobić, żeby móc pracować w firmie.
- Szczegóły znajdziecie państwo w internecie: wwwtratata.
Paniom nauczycielkom zostają na stronie wręczone torby z prezentami. Panie kłaniają się i wiją w uśmiechach.

Z kibla widok na góry. W kiblu ładnie pachnie.

Proszeni jesteśmy o ustawienie się w parach. Mijamy restaurację. Wchodzimy do sali gimnastycznej. Faceci w krótkich spodenkach biegają w miejscu odwróceni do ściany.

Sala bilardowa. Sala do jogi. Siłowania. Na ostatnim piętrze basen i jakuzzi. Taras widokowy – plac budowy: dźwig podnosi betonowe bloki. Ludzie w kaskach zaplątani w druty.

Azjaci robią zdjęcia przy obrazie Mona Lisy zrobionym z części komputerowych stojącym zaraz przy wejściu do budynku. Dwie Japonki proszą, żebym zszedł im z kadru. Jedna z nich ma pomalowane na niebiesko paznokcie u nóg.

——————————————–
Zobacz wcześniejsze odcinki: Opowieści tajwańskich
___________________________________________________

Kategorie: Opowiesci tajwanskie
Otagowane: , , , , , , , , , , ,

Opowieści tajwańskie. Cz. 18. O potrawach z psów, węży i piosence Teresy Teng.

czerwiec 24, 2008 · 2 komentarzy

Świątynia Góry Smoka w centrum Tajpej. Kolorowa i majestatyczna. Ozdobiona wizerunkami postaci z chińskiej mitologii – smokami, wężami, demonami. Jak większość świątyń na Tajwanie oblężona przez kwadratowe, szare budynki. Wewnątrz świątyni ludzie palą kadzidła i sztuczne pieniądze, składają pokłony bogom. Studenci modlą się o zdanie egzaminów i wielką miłość, młode pary o zdrowe i mądre dzieci, starsi wiekiem o pieniądze, pomyślność w interesach i długie życie. Składają w ofierze owoce i potrawy. Kładą je na stołach przed kapliczkami z figurami bogów. W skupieniu, z zamkniętymi oczami odmawiają modlitwy.
_________
Przy stacji metra grupki bezdomnych. Jedni śpią przykryci brudnymi szmatami, inni grają w madżonga i piją wódkę z ryżu.

——–
Targ przy Świątyni Góry Smoka słynie z potraw z węży. Tajwańczycy twierdzą, że węże są zdrowe, zwłaszcza dla mężczyzn – wzmacniają potencję. Węże upchane są w małych klatkach. Na klatkach napis: „Nie robić zdjęć”. Węże nieruchomo leżą zwinięte na sobie. Czekają na bycie zjedzonym przez turystów. Ceny dość wysokie: podczas gdy zwykła zupa z krowy czy świni kosztuje 40 dolarów tajwańskich, zupa z węża już 200, a potrawka – 400. Oprócz węża polecane są również potrawy z żółwi. Obok barów serwujących gady – gabinety chińskiego masażu, sklepy z ziołami, sex-shopy i stoiska z przepowiadającymi przyszłość wróżkami.

———–

- Chińczycy i Koreańczycy – owszem jedzą. Tajwańczycy – nie – twierdzi Tajwańczyk Zaixin, 30-letni prawnik.
- Słyszałem jednak, że na lokalnych targach na tajwańskiej prowincji można zjeść – stwierdzam.
Zaixin nic o tym nie wie. Sam nigdy nie jadł.

————-
Koreańczyk Binszou wcale się tego nie wstydzi – lubi jeść psy.
- Psy są przesmaczne – przekonuje.
- Potrawy z psa są popularne w Korei? – pytam.
- Część ludzi je lubi, część się brzydzi – odpowiada Bingszou.
- Co by nie mówić, pierś i noga to poezja smaku – dodaje. – Poza tym mięso z psa jest zdrowe, robi się po nim ciepło.

———-
Popularny na Tajwanie supermarket Wellcome. Przy kasach do kupienia 30-centymetrowe laleczki nowo wybranego prezydenta Tajwanu Ma Yingjiu. Cena: 699 dolarów tajwańskich.

———-
Jedno z pierwszych posunięć prochińskego prezydenta Ma Yingjiu – nawiązanie stosunków dyplomatycznych z Chinami i otworzenie bezpośrednich lotów Pekin – Tajpej. Wcześniej do Chin kontynentalnych można było się dostać jedynie z przesiadkami, najczęściej w Hongkongu.

- To niedobrze. Tajwan zaleją turyści z Chin – twierdzi Tajwanka Elis, nauczycielka angielskiego w tajpejskim liceum.

———–
- W Indonezji też się je psy – wyznaje syn misjonarza, Indonezyjczyk Josue. Zastrzega się jednak, że sam nigdy nie próbował.
- Co jeszcze jecie? – pytam.
- Świerszcze i pewne gatunki robaków. Popularnym lekarstwem na astmę jest też mysz.

———–
Na zajęciach chińskiego znowu śpiewamy. Azjaci kochają karaoke. Na dole ekranu przesuwają się literki. Notuję co dziesiątą. Niezrozumiałe słowa wypełniam mruczeniem. Tym razem tekst piosenki nie jest trudny: „Zai nali, zai nali, jan guo ni” – gdzie, gdzie już cię spotkałam”. I refren: „Mengli mengli jian guo ni” – we śnie, we śnie cię spotkałam”. Pani opowiada, że to bardzo popularna piosenka. Podstawowy repertuar azjatyckich karaoke. Zna ją każdy.
- Ja nie znam – wtrącam.
- Nie znasz Teresy Teng?
- Nie znam – odpowiadam. Dziwią się. – A ty znasz? – pytam Japończyka. Głupie pytanie – oczywiście, że zna – Teresa Teng wydawała płyty w Japonii. Zna ją też Koreańczyk, Indonezyjczycy i Wietnamczycy.

Szukam w internecie. Znajduję obszerną biografię w Wikipedii. Teresa Teng: tajwańska gwiazda azjatyckich estrad lat 70-80. – dalekowschodni odpowiednik polskiej Ireny Santor i Anny Jantar. Teresa Teng zmarła w 1995 roku. W wieku 42 lat. Na wakacjach w Tajlandii. Na atak astmy.

Kategorie: Kamera i Disco · Opowiesci tajwanskie
Otagowane: , , , , , , , , , ,

Krótka opowieść o muzyce: Lykke Li

czerwiec 23, 2008 · Dodaj komentarz

Kategorie: Kamera i Disco
Otagowane: , ,

Krótka opowieść o bogach, ludziach i tajfunach

czerwiec 23, 2008 · 1 komentarz

Tajfun na Filipinach. Zatonął prom z 800 pasażerami na pokładzie. Uratowano zaledwie kilkanaście osób. Prom wypłynął, mimo tego, że przewoźnik zdawał sobie sprawę, że wypuszczenie promu w czasie tak dużego tajfunu wiąże się z poważnym ryzykiem. Prom wypłynął, bo odwołanie rejsu to strata pieniędzy dla przewoźnika. Na pokładzie statku nie było zachodnich turystów, jedynie mniej zamożna ludność tubylcza. Dlatego w światowych mediach informację o zatonięciu promu z 800 pasażerami na pokładzie umieszczono na dalszych pozycjach. Tragedia na Filipinach jest zbyt odległa, aby zainteresowała ludzi Zachodu. Nikt nie zrobi o tym filmu z Leonardo Di Caprio ani nie zaśpiewa w MTV chwytającej za serce piosenki. Nawet samym Filipińczykom nie potrzebny jest rozgłos tej historii. Filipiny mają kojarzyć się ludziom Zachodu z miłymi wakacjami w tropikach a nie armią nieprzyjemnych topielców – to tylko zniechęci turystów. Tragedia na Filipinach jest także zbyt powszechna w Azji, żeby dotknęła głębiej ludzi Wschodu. Tajfuny to w tym regionie nic nadzwyczajnego – zdarzają się kilkanaście razy w roku. Gdyby przejmować się ludźmi, którzy zginęli w zetknięciu z żywiołem, trzeba by żyć tutaj w wiecznej żałobie.

____
Tylko w Europie – kontynencie – o umiarkowanym, przyjaznym klimacie – którym nigdy nie targały potężne żywioły, człowiek mógł nabrać takiej pewności siebie, by w pewnym momencie ogłosić się tworem niezależnym od natury i mającym nad nią władzę.

W Azji, gdzie potężne cyklony, trzęsienia ziemi zdarzały się nawet kilkanaście razy do roku człowiek nigdy nie stał się tak butny, aby czynić się wyższym od natury i ogłaszać teorie na temat śmierci boga. W zetknięciu z prawdziwym żywiołem na nic zdawały się wzniosłe słowa, miny, nowoczesne konstrukcje i wynalazki. Na nic zdawały się też narzekania czy wołania o pomstę do nieba. To, co natura zburzyła, trzeba było potem z mrówczą cierpliwością i i pokorą odbudowywać. Wierząc przy tym, że modlitwy i ofiary choć na chwilę powstrzymają okrutnych bogów, smoki i inne morskie potwory w połykaniu żywcem ludzi – razem z ich niezniszczalnymi domami, mądrymi bibliotekami i wypełnionymi złotem spichlerzami.

Zobacz także: Filipiny – tajfun zatopił prom

Teacher Jeff kontra tajfun

Więcej o tajfunach: cyklon tropikalny

Kategorie: Zapiski Koziolka Matolka
Otagowane: , , , , , ,

Latynosi w tajwańskiej krainie skuterów

czerwiec 22, 2008 · Dodaj komentarz

Wieczór. Film pt. Światełka, skutery i samochody. Ludzie o „pokerowych twarzach” niemo przechodzą przez neonowy kadr. Tak było w scenariuszu – uczy się go już na Tajwanie w przedszkolach. Małymi stópkami, małymi kroczkami. Bez zbędnych ruchów, bez zbaczania z wytyczonych ścieżek. Doskonałość i harmonia ludzkiego mrowiska. Nagle feng-shui kadru zostaje zakłócone wtargnięciem nieproszonych gości. Ktoś pomylił plany zdjęciowe. Roztańczone, dwudziestokilkuletnie chłopaki z Ameryki Pd. jak chmara much wskakują do niemego filmu o tajwańskiej ulicy. Przyjechali na Tajwan prawdopodobnie na stypendium. Skaczą, rozłażą się po kadrze. Podśpiewują, zerkają wyzywająco na tajwańskie dziewczęta. Młode, jurne byczki wpuszczone na pastwisko pokornych owiec. Świat latynoskiego ekstrawertyzmu kontra introwertyczny świat kultury chińskiej. Ekspresja kontra powściągliwość. Znikają zygzakiem, skacząc chaotycznie po ławkach i śmietnikach – tak szybko jak się zjawili. Wszystko wraca do normy – do poziomu warczącej ciszy skuterowych silników. No alarms and no surprises. Silent.

Zobacz także: Świat ludzi-ryb czy świat ludzi pawi?

Kategorie: Zapiski Koziolka Matolka
Otagowane: , , , , , , ,

Krótka różowa piosenka

czerwiec 17, 2008 · Dodaj komentarz

“Laoshu ai da mi”, czyli “Mysz kocha ryż” w wykonaniu zespołu Twins. Jedna z najpopularniejszych piosenek pop na Tajwanie. Śpiewana niemal w całej Azji. Jak łatwo się domyślić, piosenka opowiada o wojnie i głodzie.

Poniżej oryginalny tekst piosenki “Mysz kocha ryż” w języku chińskim (pinin):

“Laoshu ai da mi”

Zwrotka:

wo ting jian ni de sheng yin
you zhong te bie de gan jue
rang wo bu duan xiang bu gan zai wang ji ni
wo ji de you yi ge ren
yong yuan liu zai wo xin zhong
na pa zhi neng gou zhe yang de xiang ni
ru guo zhen de you yi tian
ai qing li xiang hui shi xian
wo hui jia bei nu li hao hao dui ni yong yuan bu gai bian
bu guan lu you duo me yuan
yi ding hui rang ta shi xian
wo hui qin qin zai ni er bian dui ni shuo dui ni shuo

Refren:

wo ai ni ai zhe ni
jiu xiang lao shu ai da mi
bu guan you duo shao feng yu wo dou hui yiran pei zhe ni
wo xiang ni xiang zhe ni
bu guan you duo me de ku
zhi yao neng rang ni kai xin wo shen me dou yuan yi
zhe yang ai ni

——————————————————–
Zobacz wersję koreańską „Laoshu ai da mi”: język koreański
Zobacz wersję japońską „Laoshu ai da mi”: język japoński
Zobacz wersję w języku khmerskim (Kambodża, Wietnam, Tajlandia) „Laoshu ai da mi”: język khmerski
Zobacz wersję w języku angielskim „Laoshu ai da ni”: język angielski

——————————————————–

Zobacz również teledysk do piosenki „What can I do?”

Kategorie: Kamera i Disco · Zapiski Koziolka Matolka
Otagowane: , , , , , ,

Krótka opowieść o trzęsieniach ziemi

czerwiec 16, 2008 · Dodaj komentarz

Ludzie mówią, że jak zatrzęsie, najlepiej stanąć pod framugą. Albo schować się w łazience. W łazience najmniej zawsze spada na głowę. Z drugiej strony czasami lepiej dostać w łeb od razu niż umierać kilka dni w zgliszczach lub spłonąć w ogniu – zaprószonym przez wyciekający gaz i przerwane instalacje elektryczne. Najgorzej mają ci, którzy mieszkają na niższych piętrach. Wali się na nich cały budynek.

———–

W wielkim trzęsieniu ziemi na Tajwanie w 1999 roku zginęło ponad 2 tys. osób. Na początku zatrzęsło pionowo, potem poziomo. Pewny znak, że coś się zawali. Mei kładła się akurat spać. Trzęsło kilkanaście sekund. Potem były wstrząsy wtórne. Wybiegła pól nago przed budynek. Okryła się ubraniami sąsiadów suszącymi się na wieszakach. Jej psy długo potem dygotały ze strachu. Najwięcej ludzi zginęło na południu wyspy. W Tajpej zawalił się tylko jeden budynek – oszczędzano tam na materiałach budowlanych i metalowe konstrukcje zastąpiono ładnie wyglądającą prowizorką. Mierzący 180 cm facet został spłaszczony jak pomidor.

—————–

W trzęsieniu ziemi w chińskiej prowincji Sichuan zawaliły się przede wszystkim szkoły. Zbudowano je najtańszym kosztem. Zginęło tysiące dzieci. Solidnie wykonane banki i urzędy pozostały nietknięte.

—————-

Godz. 1 w nocy. Teacher Jeff i uczeń Janek kończyli właśnie internetowy przegląd prasy, gdy zatrzęsło. Teacher Jeff poczuł się jak pasażer statku kołyszącego się na miękkiej, morskiej fali. Ściany i okna zaczęły telepać. Sięgnął po dokumenty i gotował się już do ucieczki, gdy wstrząsy ustały. Sejsmolodzy podali potem, że siła trzęsienia wynosiła 6,2 stopni. Teacher Jeff położył się spać. Gdzieś głęboko pozostał jednak niepokój, że następnym razem bogowie nie będą już tak łaskawi.

—————

1 listopada 1755 roku. Lizbona. Dzień „Wszystkich Świętych”. Godzina 9.20 rano. Ziemia zaczęła się trząść i rozstępować na części. Ludzie ginęli pod gruzami budynków lub wpadali do szczelin. Ocaleli zaczęli gnać w stronę portu, gdzie woda nagle cofnęła się, odsłaniając dno pełne wraków zatopionych statków. Kilka minut później port i centrum Lizbony zalała 20-metrowa fala wody. Zginęło 100 tysięcy ludzi. 85 procent wielkiego miasta zamieniło się w proch. Najbardziej znany filozof tamtych czasów – Wolter – ogłosił wówczas swe zwątpienie w bożą opatrzność.

—–

W 1556 roku w trzęsieniu ziemi w prowincji Shaanxi w Chinach zginęło około 850 tys. osób.

—–

Na Zachodzie religia i sztuka mają charakter antropomorficzny i indywidualistyczny – w ich centrum znajduje się człowiek. W kulturze i religiach Wschodu człowiek jest częścią świata przyrody i zbiorowości, w której żyje.

——————-

Lekcja chińskiego. Ćwiczenie form: umieć, potrafić, móc.

Dialog:

- Słyszałem, że dobrze tańczysz.

Odpowiedź człowieka wychowanego w kulturze Wschodu:

- Wcale nie, ależ gdzie tam.

Ten sam dialog. Odpowiedź człowieka Zachodu:

- Wiem. Dziękuję.

—-
Zobacz także:

Krótka opowieść o bogach, ludziach i tajfunach

Kategorie: Zapiski Koziolka Matolka
Otagowane: , , , , ,

Opowieści tajwańskie. Cz. 17. Z sercem na haku, czyli tajwańskie targowisko.

czerwiec 15, 2008 · Dodaj komentarz

Foto by Justyna

Znajomy pracujący w przyrządowej organizacji zajmującej się promocją Tajwanu dał cynk, że jego firma organizuje konkurs fotograficzny. Do wygrania spore pieniądze, mało zgłoszeń. Temat: targowiska tajwańskie. Mafani chce wysłać zdjęcia. Idziemy na targ przy Gutingu. Babcia z arbuzami nie zgadza się na zdjęcia. Woła dziadka. Mafani znika w tłumie. Ja zostaję w tyle. Z aparatem w głowie. Dziadek coś do mnie mówi. Nie rozumiem. Wbijam się w tłum. Pstryk. Na pierwszym planie zapachy – ryb, mięsa i ludzkiego potu. Pstryk. Na drugim – niemiłosierna gorączka, lepiące się do ciała ubranie i przepychanie się między ludźmi. Jedyną wentylacją są tu małe wiatraki ustawione przy stoiskach. Spoglądam w górę w poszukiwaniu wolnej przestrzeni. Tam nadgryzione rdzą metalowe konstrukcje, na których opiera się dach targowiska. Świat kabli i pajęczyn. Nieruchome czarne pająki czyhają bez ruchu na nierozważne muchy – upite tańcem nad wiszących na rzeźniczych hakach krowimi jelitami i świńskimi sercami. Musze piruety nad żołądkami. Akrobacje nad kopytami. Obok nich stoisko z tanimi ubraniami. Dalej kwiaty. Sprzedawca spryskuje je wodą. Inny zachwala swoje przyprawy. Wydziera się na wszystkie strony.

Nagle dochodzi do mnie, że już to gdzieś widzialem. To samo mięso na plandetach, te same krążące nad nim muchy, te same podróbki firmowych ubrań, te same sprytne oczy sprzedawców i brudne paznokcie memlające w torbach zawieszonych na pasku pieniądze. Widzialem to na polskich targowiskach, na ukraińskich, hiszpańskich. Sprzedawanie i chęć zysku są bowiem jednymi z podstawowych, uniwersalnych, ponadczasowych ludzkich cech. Złotozębna przekupka i drobny handlowiec w przepoconym podkoszulku czy wystrojony w krawat i garnitur przedstawieciel handlowy lub uzbrojony w retoryczne wygibasy specjalista ds. sprzedarzy – byli, są i będą istnieć wiecznie – niezaleznie od miejsca czy ustroju spolecznego. Ten sam facet – od ryb, jedwabiu czy bursztynów – dwa tysięce lat temu przemierzał setki mil jedwabnym lub innym szlakiem handlowym, aby coś sprzedać i zarobić. Ta sama motywacja towarzyszyla wenecjaninowi Marco Polo, który prawie 800 lat temu dotarł na dwór cesarza Chin. Dlatego właśnie nie udał się komunizm – był za bardzo sprzeczny z ludzką naturą – człowieka sprzedawcy.

Kategorie: Kamera i Disco · Opowiesci tajwanskie
Otagowane: , , , , , ,

Opowieści tajwańskie. Cz. 16. O chińskiej rodzinie, misiach koala i zachodnich fight clubach.

czerwiec 14, 2008 · Dodaj komentarz

Koreańczyk Bingszou i Indonezyjczyk Josue zagajają co robię po południu w weekend.
- Macie jakieś propozycje? – pytam.
- Idziemy na plac Ximen – odpowiada Josue.
- A co chcecie tam robić?
- Jak to co? Chodzić.

—-
Plac Ximen – komercyjna część Tajpej, stylizowana na japońskie dzielnice handlowe; grupowe wyprawy i spacery po Ximenie należą do ulubionych rozrywek modnej, tajwańskiej młodzieży. Więcej o placu Ximen: Party World.

————————————-

- Słyszałem, że na Zachodzie jest dużo fight clubów – oświadcza Indonezyjczyk Josue.
- Jakich fight clubów? – pytam.
- No takich jak w filmie „Fight Club” z Bradem Pittem.

———-
W filmie USA pt. „Fight Club” (polski tytuł: „Podziemny krąg”) dobrze sytuowani, wykształceni i kulturalni mężczyźni z dużych miast spotykają się nocami w opuszczonych miejscach i biją.

——————————-

Zajęcia konwersacyjne „Chinese Club”. Ćwiczenia konstrukcji zdaniowych: stary-nowy, duży-mały, gruby-chudy. Pani prosi 20-letnią Koreankę Dafnei o wypowiedzeniu się o moich butach.
- Jego buty są stare – stwierdza Koreanka.
Obruszam się.
- Jakie stare! Mają dopiero półtora miesiąca!
- No to są stare – szepcze przepraszająco Koreanka.

—————————————

Zadanie domowe: napisać wypracowanie o swojej rodzinie a potem przedstawić je na forum klasy. Ile osób liczy twoja rodzina? Co robią jej członkowie? Co lubicie robić razem? Rzecz nie tak prosta, gdyż w języku chińskim występują o wiele bardziej precyzyjne określenia członków rodziny niż ma to miejsce w języku polskim czy angielskim. I tak w języku chińskim istnieje oddzielne słowo oznaczające brata starszego – gege – i oddzielne brata młodszego – didi, siostrę starszą – jiejie – i młodszą – meimei. Starszy brat ojca to bobo a młodszy to shushu. Siostra ojca to gugu a brat matki – jiujiu. Siostra matki – ayi, dziadek ze strony ojca – yeye, dziadek ze strony matki – waigong, itd., itd. 50-letni Australijczyk Neil ze znudzona miną staje przy tablicy:
- Moja rodzina razem ze mną liczy 4 osoby – zaczyna tradycyjnie. – Mama jest misiem koala, tata kangurem. Starszy brat jest psem i lubi grzebać w śmieciach.

zobacz także:

O jedzeniu psów i węży

Kategorie: Opowiesci tajwanskie
Otagowane: , , , , , , , ,