Większość tajwańskich rodziców nie interesuje się wykształceniem i kwalifikacjami nauczyciela angielskiego swoich dzieci – jeśli jest on biały.
23-letnia Amerykanka, Cristina Becker, ucząca języka angielskiego w Chung An – filii Hess Education Organization, próbuje przemycić swoim przedszkolakom niuanse języka angielskiego poprzez popularna grę w „Węże i drabiny”.
Podczas trzygodzinnej lekcji dwadzieścioro chłopców i dziewczynek nauczy się jak literować słowa „apple”, „boy” i „cat”oraz jak opisywać swoje samopoczucie. Cristinie, uczącej w szkole Hess od 10 miesięcy, szczerze zależy na sukcesie jej uczniów. „Utwierdzam ich w przekonaniu, że pewnego dnia język obcy będzie im naprawdę przydatny” – twierdzi Cristine – „Nie uczę ich tylko angielskiego, ale także innej kultury i tego jako być człowiekiem otwartym i akceptować ludzi, którzy są inni od nas samych”.
Takich lekcji, według Cristiny, powinno się nauczyć więcej ludzi na Tajwanie – w szczególności rodziców i dyrekcji szkół językowych. Miesiąc po przyjeździe do Tajpej, Cristina zorientowała się bowiem, że funkcjonuje tutaj dochodowy biznes nauczania angielskiego – nastawiony na białych nauczycieli z Zachodu.
W ogłoszeniach poszukujących prywatnych korepetytorów angielskiego czy nauczycieli w zapełnionych do ostatka szkołach językowych notorycznie powtarzają się frazy: „Aplikanci o wyglądzie zachodnim”, „nie ABC (American Born Chinese) – Chińczycy urodzeni w USA”, „tylko nauczyciele z zagranicy”.
Co prawda praca jest oferowana również tym, którzy nie pasują do powyższych opisów – tyle że za mniejszą pensję. Wiele szkół nie czuje skruchy z powodu tych praktyk, tłumacząc je wymaganiami rodziców.
Szkoła angielskiego Giraffe od pewnego czasu zamieszcza ogłoszenia o pracę dla nauczycieli angielskiego zniechęcające Chińczyków urodzonych w USA do składania podań. „Potrzebujemy prawdziwych obcokrajowców” – twierdzi Stella Young, tajwańska nauczycielka w Giraffe. „Tego wymagają rodzice”.
Biały to Amerykanin
Cristina Becker urodziła się w Hiszpanii, ale od trzeciego roku życia mieszkała i dorastała w USA. Ma malezyjskich, tajlandzkich, angielskich, polskich i niemieckich przodków. Od czasu, gdy zaczęła uczyć, niektórzy rodzice jej uczniów zaczęli się skarżyć, że ich dzieci nie otrzymują „pełnego, doświadczenia z zagranicy”, ponieważ Becker nie wygląda na białą. „Według nich, jeśli ktoś jest biały, jest Amerykaninem” – mówi Cristine. – „Jeśli ktoś nie jest biały, nie jest Amerykaninem. Zdaję sobie sprawę, że wynika to po prostu z ignorancji, jednak ciężko jest mi przejść nad tym do porządku dziennego”.
Mimo zapewnień dyrekcji szkoły, że taka postawa rodziców nie ma wpływu na jej nauczanie, Cristina uważa, że negatywne nastawianie rodziców ma wpływ na jej kontakty z uczniami. „Jeśli rodzice mają o mnie negatywne wyobrażenie, jak może to nie wpływać na stosunek dzieci do mnie?”
Stereotypy rodziców mają również wpływ na politykę przyjmowania nauczycieli przez szkoły. Rodzice, którzy płacą często 8 tys. dolarów tajwańskich za trzy miesiące lekcji [przyp. tł.: dane na 2000 rok, w 2008 roku rodzice płacą średnio 8 tys. NT$ za miesiąc lekcji], wywierają finansową presję na szkoły językowe, które spełniają ich, nawet najbardziej kapryśne, żądania.
“Rodzice, którzy nie znają angielskiego wierzą w mit, że biały nauczyciel nauczy ich dzieci lepiej”, mówi Melanie Lin, szef departamentu nauczania w Kid Castle American School. – „Z marketingowego punktu widzenia zrozumiałym jest więc dlaczego szkoły wolą zatrudniać białych nauczycieli” – dodaje, przekonując, że Kid Castle nie stosuje takiej dyskryminacji.
Faith Liao, tajwański nauczyciel angielskiego, który jest właścicielem Victory English School zgadza się z tym, że dyskryminacja przy zatrudnianiu nauczycieli wynika przede wszystkim z ignorancji rodziców.
“Większość tajwańskich rodziców nie interesuje się wykształceniem nauczyciela, do czasu aż jest on białym Amerykaninem” – mówi Liao – „Niemniej dla mnie o wiele ważniejsze jest zatrudnienie kogoś z doświadczeniem. Nigdy nie osądzałbym osoby ubiegającej się o pracę na podstawie jej koloru skóry, ale wiem, że sytuacja wygląda zupełnie inaczej poza moją szkołą”.
Connie Liu uświadomiła sobie, że należy do nauczycieli angielskiego „drugiej kategorii”, gdy niedawno szukała pracy. Amerykanka pochodzenia chińskiego, mieszkająca przez ostatnie lata w Korei Pd twierdzi, że jej pochodzenie działało na jej niekorzyść podczas szukania pracy nauczyciela angielskiego. Ucząc angielskiego w Korei Pd przez 6 lat, przyjechała na Tajwan, aby studiować chiński i zarabiać pieniądze.
„Tak naprawdę nikt nie mówił niczego wprost, ale zawsze po tym, gdy oznajmiałam im, że jestem chińską Amerykanką, zawsze zapadała w słuchawce niemiła pauza” – Liu opowiada o swoich rozmowach o pracę przez telefon. „To tak jakby mówiono mi ‘Och, nie jesteś prawdziwą Amerykanką’. To niepokojące, że moje pochodzenie często podważa moją wiarygodność”.
Zanim znalazła pracę w Joy American School, gdzie zarabia 510 NT$ na godzinę, Liu starała się o pracę w trzech innych prywatnych szkołach, które zaoferowały jej etat – ale za niższą stawkę. W filii Sesame Street School manager oferował jej 450 NT$ za godzinę, mimo że „zagraniczny” nauczyciel powinien otrzymywać tam 500NT$.
Kolor skóry kontra kwalifikacje
Sesame Street School broni się, że nie dyskryminuje nikogo z powodu koloru skóry. Według Anity Hsu z tej szkoły minimalna płaca, którą oferują nauczycielom to 450NT$, zależnie od doświadczenia.
- Moje osobiste doświadczenia związane z rozmowami o pracę to jedna rzecz. Ale gdy tylko widzę ogłoszenia w gazecie, gdzie oferuje się pracę “rdzennym obcokrajowcom” wpadam w szał. Co ma oznaczać niby to „rdzenny”? Jestem rdzennym obcokrajowcem, ale wiem, że ktoś taki jak ja, nie jest tym, kogo oni szukają”.
Wszystkie przedszkola i prywatne szkoły szukające nauczycieli “o wyglądzie zachodnim” wypuszczają ogłoszenia właśnie po to, aby przyciągnąć obcokrajowców. „Niemniej nie odsyłamy kogoś z kwitkiem, tylko dlatego, że nie spełnia tego wymagania” – twierdzi Lila Tang, manager jednej ze szkół.
Niektórzy rodzice preferują białych nauczycieli, ponieważ sądzą, że ci przekażą ich dzieciom lepszy zrozumienie zachodniej kultury. Tina Wang, matka dwóch nastolatków, od ośmiu lat posyłanych do prywatnych szkół anglielskiego, twierdzi, że woli dla swoich dzieci białych nauczycieli, gdyż to ośmiela je w stosunku do ludzi, którzy wyglądają inaczej od nich samych. „To nauczy ich większej śmiałości w stosunku do obcokrajowców, a nie tylko gapienia się i jąkania w ich obecności” – mówi. – „Uczą się naprawdę o nowej kulturze. A ich akcent jest bardziej naturalny”.
- Rodzice powinni spróbować zrozumieć, że nie to jak nauczyciel wygląda, ale jego styl nauczania, metody i kontakt z uczniami są najważniejsze – kwituje Liu.
Niejasne prawo
Wiele krajów posiada bardzo restrykcyjne prawo zabraniające dyskryminacji ze względu na pochodzenie etniczne, wiek i płeć w miejscu pracy. Niemniej prawo tajwańskie pełne jest w tej kwestii niejasności i klasyfikuje ogłoszenia o pracę ze względu na wiek i preferencje seksualne w poszczególnych zawodach.
Mimo że Akt Zatrudniania z 1992 roku gwarantuje te same prawa wszystkim pracownikom a dyskryminacja przez zatrudniającego traktowana jest jako przestępstwo od 1998 roku we wszystkich większych miastach na Tajwanie, nacisk w tej kwestii kładziony jest przede wszystkim na sektor pracowników fizycznych.
Zgodnie z postanowieniami Ministerstwa Pracy, zagraniczni nauczyciele angielskiego są chronieni jedynie przez kontrakt wynegocjowany między nimi a pracodawcą.
„Nie istnieją szczegółowe przepisy dotyczące rasowej dyskryminacji przy zatrudnianiu zagranicznych nauczycieli angielskiego”, twierdzi Lin Tzu-huei z Departamentu Edukacji Społecznej. „Tak długo jak płacone jest im narodowe minimum w wysokości 15,840NT$ miesięcznie, prawo ma mało do powiedzenia w tej sprawie”.
Polityka zatrudniania Białych
W momencie powstania szkoły Hess w 1983 roku polityką organizacji było przyjmowanie jedynie nauczycieli białych z amerykańskim akcentem. „Ta polityka nie skłoniła nikogo do refleksji tak długo jak długo istniało zapotrzebowanie rynku w tamtym czasie” – mówi Wilda Lin, chińska Amerykanka, pracująca aktualnie dla Hess. Przedstawiciele firmy zaprzeczają jakoby taka polityka kiedykolwiek oficjalnie istniała.Tak czy siak Hess w szybkim tempie się rozrósł – dziś jest największą korporacją nauczania angielskiego na Tajwanie z ponad 100 filiami. Na 200 zagranicznych nauczycieli angielskiego zatrudnianych aktualnie przez Hess, około 15 procent jest pochodzenia chińskiego, twierdzi Eleanor Chong, osoba odpowiedzialna za zatrudnienie w Hess. Jedynym wymaganiem jest to, żeby aplikant był posiadaczem paszportu kraju, w którym mówi się po angielsku. Dwie trzecie zagranicznych nauczycieli pochodzi z Kanady i USA; pozostała część to Brytyjczycy, Australijczycy, obywatele RPA i Nowej Zelandii.
“W żadnym wypadku nikogo nie dyskryminujemy”, twierdzi Chong, “Rodzice mogą preferować białych nauczycieli, mimo tego wciąż zatrudniamy Amerykanów pochodzenia chińskiego i ludzi kolorowych, gdyż naszym zadaniem jest także edukowanie samych rodziców”.
Problem regionalny
Urodzona w Anglii w chińskiej rodzinie Cecilia Wan twierdzi, że preferencja do zatrudniania białych nauczycieli angielskiego dotyczy nie tylko Tajwanu, ale również innych azjatyckich miast i państw. Kiedy dwa lata temu mieszkała w Hong Kongu i aplikowała o pracę, gdzie szukano „osoby, której rodzimym językiem jest angielski”, zastała szybko odrzucona.
„Powiedzieli mi wprost: jesteś Chinką, a nie Białą. Nie możesz uczyć naszych dzieci”.
Cecilia w tym momencie uczy w Hessie, ale ciągle uważa, że tak jak trzy lata temu tak i dziś trudno byłoby jej znaleźć pracę. „Tak jak dawniej, zanim powstało tyle filii, jeśli byłaś urodzoną w USA, Wielkiej Brytanii czy Kanadzie Chinką, zapomnij o pracy nauczyciela”.
Rodzice jej uczniów są często zaskoczeni, gdy dowiadują się, że jest nauczycielem z Anglii, jednak większości z nich wstępny szok szybko ustępuje. Niemniej jedna z mam zażądała kopii wszystkich materiałów, z których Way korzysta ucząc jej dziecko.
Mimo takich reakcji, Wan uważa, że jej chiński wygląd jest zaletą w pracy z dziećmi. „Znam chińską kulturę, dzięki czemu dzieci otwierają przede mną o wiele szybciej”.
Wracając do klasy z „nauczycielką Tiną” dzieci ochoczo zgłaszają się do literowania wyrazów na tablicy i ze starannością kreślą kolorowym flamastrem literę „T” w zeszycie. Dziewczynki, które właśnie pokonały chłopców w grze w „Węże i drabiny” łapią się za ręce i tańczą taniec zwycięstwa.
“Dzieciaki są szczęśliwe i przy okazji się uczą” – mówi Cristina. „To wszystko co powinno się liczyć. Niestety tak nie jest”.
—————————————————————————————————
Tłumaczenie angielskiego tekstu autorstwa Tracy Jan pt. “English teachers wanted: must look Western”, który ukazał się 4 czerwca 2000 roku w “Taipei Times”. Mimo że od jego publikacji minęło 8 lat, pozostaje on wciąż aktualny, czego żywym dowodem są przygody teachera Jeffa – Polaka w skórze Kanadyjczyka, nauczającego języka angielskiego jako native-speaker w tajwańskiej szkole Happy Miriam.
(zob. Opowieści tajwańskie. Cz.1. Narodziny teachera Jeffa)
Oryginalny artykuł można przeczytać na stronie archiwum “Taipei Times”: English Teacher wanted: Must look Western
———————————————————————————————–
3 odpowiedzi jak dotąd ↓
natiwa // maj 14, 2008 @ 2:03 am |
mam nadzieje, ze biala twarz wynagradza im fakt, ze wiekszoc z tych “nauczycieli” pojecia nie ma o nauczaniu
podniebem // maj 19, 2008 @ 10:41 am |
a w sumie, czy ktos zauwazylby, ze dzieci ucza sie innej mowy niz angielskiej?
Taillight // czerwiec 19, 2008 @ 5:04 am |
Somehow i missed the point. Probably lost in translation
Anyway … nice blog to visit.
cheers, Taillight.