Młodzi lojalni Chin
Wielu ludzi Zachodu spogląda na chińskie społeczeństwo przez pryzmat obrazu z epoki schyłku Związku Radzieckiego: represyjny rząd składający się ze starych zwolenników twardej linii, trzymający w kleszczach dobrze wykształcone i liberalne, młode pokolenie.
Niestety taki punkt widzenia jest naiwny. Dobrze wykształceni młodzi Chińczycy nie są ani zawstydzeni, ani rozczarowani dokonaniami swojego rządu. Wręcz przeciwnie – należą do grupy najbardziej wspierającej aktualną władzę.
Faktem oczywistym dla każdego kto mieszka w Chinach jest to, że większość młodych, rdzennych Chińczyków w stu procentach popiera represje swojego rządu w stosunku do Tybetańczyków. Jedna z moich chińskich znajomych, która skończyła studia w Europie, opisała konflikt między Chinami a Tybetem jako „zderzenie nowoczesnego świata ze starym, pierwotnym społeczeństwem”. Dodatkowo pochwaliła swój rząd za to, że traktuje Tybetańczyków lepiej niż amerykańscy osadnicy traktowali kilka wieków temu Indian.
Wielką rzadkością jest spotkanie Chińczyka, który brałby pod uwagę punkt widzenia samych Tybetańczyków. „Młodzi Chińczycy nie żywią sympatii do Tybetu” – twierdzi Teng Biao, pekiński prawnik zajmujący się prawami człowieka. Teng Biao, rdzenny Chińczyk, który postanowił bronić tybetańskim mnichów złapanych przez chińską policję, czuje, że w tym co robi jest zupełnie sam. „Większość ludzi w wieku 20 lat” – mówi Teng –„Uważa, że Dalai Lama próbuje podzielić Chiny”.
Dobrze wykształceni młodzi Chińczycy pełnią w społeczeństwie rolę mostu kulturowego między Chinami a Zachodem, ważne jest więc zbadanie ich punktu widzenia.
Najbardziej uderzającą rzeczą jest to, że prawie bez wyjątku, czują się dumni z dokonań swojego rządu z ostatnich trzech dekad od czasu reform ekonomicznych (przyp. tł. od 1979 roku). A ich duma i patriotyzm często znajdują wyraz w niekwestionowanym poparciu swojego rządu, szczególnie jego polityki wobec Tybetu.
Najbardziej oczywistym tego wyjaśnieniem jest system edukacyjny, który daje się trafnie opisać jako indoktrynację. Podręczniki rozpamiętują upokorzenie Chin przez Zachód w XIX wieku, jakby miało to miejsce wczoraj, o Kulturalnej Rewolucji lat 1960 i 70-tych wspominając tylko półgębkiem jak o historii starożytnej.
Uczniom wpajana jest prosta kalkulacja, że tyrania Przewodniczącego Mao była w „30 procentach błędna” i na tym temat się kończy. Nad Powstaniem w Tybecie pod koniec lat 50-tych XX wieku oraz tłumiącą je chińską inwazją długo dyskutowano, bo w końcu obwinić za to „Dalai klikę” – pejoratywnie określenych doradców duchowego przywódcy Tybetu, Dalai lamy.
Ponadto młodym Chińczykom łatwiej zrozumieć punkt widzenia swojego rządu ze względu na doświadczenie życiowe – lub jego brak. Młodzi, mieszkający w miastach Chińczycy ciężko się uczą, pracują społecznie, uprawiają sporty, uczestniczą w oficjalnych debatach politycznych, uczą się grać na instrumentach muzycznych. I jako że inne ponadprogramowe zajęcia nie mają wpływu na dostanie się do szkół wyższych, mało osób w nich uczestniczy. Poza tym odgórna kontrola społeczeństwa oznacza, że w Chinach nie ma zbyt wielu pozarządowych organizacji, do których można by się przyłączyć.
W ostatnich latach absolwenci szkół wyższych w Chinach należą do grupy optymistów. I dlaczego by nie? Jak daleko sięgają pamięcią, osiągnięcia ekonomiczne ich kraju podwójnie wzrosły. Ci, którzy mówią po angielsku mają zagwarantowaną dobrą pracę. Ich rodziny mają mieszkania. Wkrótce i oni będą mieli własne, i prawdopodobnie też samochód. Telefon komórkowy, iPod, wakacje – nie ma problemu. Ośrodek Badania Opini Społecznej w Waszyngtonie opisał Chińczyków w 2005 roku jako „światowych liderów w optymizmie”.
Jeśli chodzi o represje polityczne, niewielu młodych Chińczyków ich doświadczyło.Większość ma za mało lat, aby pamiętać masakrę na Placu Tienanmen w 1989 roku i prawdopobnie nikt im nie opowiedział tej historii. Chiny nie czują się państwem policyjnym. Młodzi Chińczycy nie czytają o tych, którzy cierpią niesprawiedliwośc i biedę – o tych, którzy sprzedali domy za bezcen popieranym przez władzę firmom budowlanym czy o rolnikach, którzy starcili plony z powodu zanieczyszczeń wytwarzanych przez rządowe fabryki.
Dobrze wykształceni młodzi Chińczycy są największymi beneficjentami polityki, która doprowadziła Chiny do największego od tysięcy lat pokoju i dobrobytu. Dlatego nie potrafią zrozumieć dlaczego Tybetańczycy kręcą nosami na wzrastające dochody i obietnicę jasnej przyszłości. Utrata ojczyzny nie jest tu po prostu brana pod uwagę jako przekonujący argument.
Na 29-u rdzennych chińskich intelektualistów, którzy ostatniego miesiąca podpisali petycję wzywającą rząd do zaprzestania represji, nie było żadnego poniżej 30 lat.
Nacjonalizm młodych Chińczyków może oczywiście z czasem złagodnieć. Kiedy zaczną pracować i doświadczą korupcji i niewydajności swojego kraju, ich krytycyzm wzrośnie. Niemniej z wyjątkiem głównych zmian w systemie edukacyjnym i ekonomii Chin, Zachód nie znajdzie sojuszników wśród większośći młodych Chińczyków w sprawie Tybetu, Darfuru czy ochrony środowiska.
Jeśli dyskusja nad Tybetem zamieni tegoroczne Igrzyska Olimpijskie w Pekinie w zawody na temat praw człowieka, zachodni widzowie, oczekujący, że młodzi Chińczycy będą rozgniewani na swój rząd, zamiast tego zobaczą młodych Chińczyków rozgniewanych na Zachód.
—————————————————————————————————Tłumaczenie angielskiego artykulu pt. „China’s loyal youth”, który ukazał się 15 kwietnia 2008 w „International Herald Tribune”. Jego autor Matthew Forney jest korespondentem “Time” w Pekinie; pisze właśnie książkę o życiu w Chinach.
Oryginalny tekst można przeczytać na stronie International Herald Tribune: China’s loyal youth.
—————————————————————————————————
Brak komentarzy
Do tego wpisu nie dodano żadnych komentarzy.
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

