Opowieści tajwańskie. Cz. 11. Jak uczeń Janek zdał pierwszy test.
Na lidera grupy zaczął wyrastać najgłośniejszy Indonezyjczyk Josue, a rolę klasowego komika przejął Japończyk Xingsuei – Czysta Woda. Josue czuł się pewnie w swoim ciele, czuł się pewnie na tym świecie. Poza tym znał jako tako chiński, co jeszcze bardziej dodawało mu pewności siebie i predystynowało do kierowniczego stanowiska. Codzinnie rano po pańsku rozsiadał się w ławce, poklepując po ramieniu siedzącego obok kolegę. Rozprostowywał nogi, prezentując wszem i wobec swe klapki pływackie z wielkim logo Nike, po czym rzucał żart w stronę Japonki Anda, która przeważnie go nie rozumiała, robiła rybią minę i uśmiechała się z zakłopotaniem. Lekcja się zaczynała. Pani coś mówiła, uczniowie notowali, potem ćwiczyli w grupach konwersacje. Podczas 10 minutowej przerwy miedzy godzinnymi zajęciami przychodził czas na gagi piłkarskie Japończyka Czysta Woda. Czysta Woda był bowiem w Japonii piłkarzem, i jako że na Tajwanie grywał tylko w weekendy z międzynaorodową studencką drużyną, musiał swą piłkarską pasję rozwijać w szkole chińskiego. Japończyk stawał na środku sali i parodiował znanych piłkarzy, co wywoływało salwę śmiechu na widowni. Australijczyk Neil wychodził wtedy ze znudzoną miną na papierosa. 30 lat starszy od kolegów z klasy musiał czuć się outsiderem. Pod koniec każdej trwającej dwie godziny lekcji, oddawał się pasji rysowania po zeszycie. Namówiłem go na czwartkowy Chinese Club, dzięki czemu w klasie był juz nie tylko jeden idiota, ale dwóch. Pewnego razu w windzie wyznał mi, że przez ostatnie piętnaście minut hiperkonwersacyjnych zajęć Chinese Club jest już tak zmęczony, że nie rozumie w ząb co się do niego mówi. Czułem to samo – mętlik chińskich dźwięków, układający się w głowie w kakofoniczną pieśń wariata.
Brak komentarzy
Do tego wpisu nie dodano żadnych komentarzy.
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz


