Budynek, w którym mieszkam, to dawna łódź wojenna zbudowana z podmokłej, gnijącej tektury. Chwieje się przy najmniejszym podmuchu wiatru, nie mówiąc juz o tajfunach czy trzęsieniach ziemi. Pokrywa ją gąszcz roślin zaplątanych w połamane maszty, które teraz służą mieszkańcom budynku do suszenia ubrań. Każda maleńka kajuta jest zajęta do ostatniego milimetra. Oprócz ludzi-ryb mieszkają tu koty, karaluchy, komary i włochate pająki. Walka z robactwem w miejscu oddalonym dwieście metrów od rzeki jest bezcelowa. Dla własnego spokoju z nieproszonymi współmieszkańcami trzeba się po prostu polubić. Twarz budynku-łodzi pokrywają plamy starczej pleśni i właśnie to ona oraz rośliny wrośnięte w strukturę ścian utrzymują budynek jeszcze w pionie. Ma już trzydzieści lat. Na Tajwanie to naprawdę dużo. Budynek zbudowany był dla armii Chang Kaj-szeka.. Stacjonowali tu oficerowie, przygotowani w każdej chwili na atak ze strony komunistycznych Chin Mao Zedonga. Z czasem stał się taki jak jego chińscy wojskowi mieszkańcy – ascetyczny i milczący, mimo ciągłej świadomości śmierci w niespodziewanym bombardowaniu. Budynek przetrwal jednak lęk przed bombardowaniami, przetrwal nawet śmierć Mao i Czang Kaj-Szeka. Doświadczenia sprawiły, że dziś stary i zgarbiony spogląda na pędzące po przyległej ulicy samochody z niezauważalnym uśmiechem, wypowiadającym niemo prastarą prawdę: wszystko mija. Bęc.
1 odpowiedź jak dotąd ↓
lukasz // lipiec 2, 2008 @ 10:24 am |
wyglada jak te slumsy przy ShuiYuan Rd.
. Sie mieszkalo sie