Trafiłem do tej krainy zupełnie przypadkowo. Z Tajwanią nigdy nie miałem nic wspólnego. Interesowała mnie tak samo jak Malezja czy Wyspy Salomona. Jadąc na ten koniec świata, myślałem bardziej o Argentynie Witolda Gombrowicza i Afrykach Artura Rimbauda i Lousia Ferdynanda Celinie. Tak jak oni chciałem na chwilę uciec od wszystkiego, w co byłem zaplątany i znaleźć się w próżni czystego patrzenia na rzeczywistość. Zaczynając życie po raz drugi przekonałem się jednak, że ludzie w swym bełkocie są we wszystkich krainach tacy sami. I nawet jeśli ucieczka z jednego bełkotu w inny bełkot przynosi w pierwszym momencie orzeźwienie, zakładanie nowych masek na starą twarz jest zawsze i wszędzie tym samym męczącym oszustwem. Można uciec od konkretnych miejsc i konkretnych ludzi, przed sobą samym uciec już jednak się nie da.
W poszukiwaniu Wyspy Wynalazców
luty 22, 2008 · Dodaj komentarz
Kategorie: Zapiski Koziolka Matolka
Otagowane: Azja, Celine, Gombrowicz, podróże, Rimbaud, Tajwan
0 odpowiedzi jak dotąd ↓
Nie ma jeszcze komentarzy... Zacznij porywającą dyskusję, wypełniając formularz poniżej.