Było ich dwoje. Matka i syn. Mieszkali w rozpadającej się lepiance otoczonej przez nowoczesne apartamentowce z basenami. Ludzie mawiali, że brakuje im piątej klepki, my jednak chcielibyśmy w nich widzieć przede wszystkim artystów, których sztuka zasadzała się na niecodziennym sposobie stąpania, owdziewania się, bycia. To, że byli w jakiś sposób artystami nie podlegało wątpliwości. Jeśli zadaniem sztuki jest zmuszanie do myślenia, ich pojawianie się wybudzało zawsze z odrętwienia codziennością i było jak łyk mocnej kawy w pochmurny, senny dzień. Tajwańczyków w niczym nie przypominali. Łączyła ich charakterystyczna twarz małych troli z zadartymi nosami oraz rozbiegane i duże oczy. Groteskowości dodawały im jeszcze wielkie, jakby napompowane lateksem, usta, ustawione w wiecznym klauno-pijackim grymasie uśmiechu.
—
Ona była kobieciną drobną i zalotną. W wiecznym, uśmiechu przechadzała się w krótkich spódniczkach po dzielnicy, kokietując ulicznych sprzedawców zawieszonymi wokół kostek srebrnymi łańcuszkami. Po zmroku jak nic można by wziąć ją za nastolatkę. Czas, wielki nieprzyjaciel piękna i młodości, robił jednak swoje, pokrywając jej twarz głębokimi zmarszczkami, a włosy – długie prawie do pasa – siwizną. Ona nic sobie jednak z tego nie robiła i wieczorami przesiadywała wśród lokalnych pijaczków w ulicznym barze karaoke, śmiejąc się i z nimi rubasznie i obściskując.
—
Umięśniona, drobna sylwetka upodobniała go do akrobatów, będących atrakcją dawnych, objazdowych cyrków. W odróżnieniu od nigdy nie spieszącej się matki, zawsze gdzieś w chorobliwym przejęciu pędził. Włosy farbował na rudo i paradował w krótkich, jaskrawych spodenkach i różowej koszulce z trupią czaszką. Na zewnętrznej części dłoni domowym sposobem wytatuowany miał niewielki znak tao. W wikendy, gdy malownicza dzielnica Xindian zapełniała się turystami, rudy przyciągał na ulicę rozklekotany wózek i sprzedawał z powagą kiełbaski. Co pewien czas dołączała doń matka, z uśmiechem zachwytu spoglądając to na tłuste kiełbaski, to na tłocząca się ulicą, żądną jadła i niedzielnych rozrywek, ciżbę.
Zobacz także:



